Ukryty Kot

(Nie)Zabawa

10 Sty , 2017  

Kiedy Niedźwiedź oznajmił, że dostanie pracę i nie zamierza wracać do kraju, moje życie wcale się nie zawaliło, nie obrzuciliśmy się pretensjami, nie było łez. Wręcz odwrotnie! W swojej naiwności postanowiłam uwierzyć, że gdzie indziej musi być o co najmniej jedno niebo lepiej.

No bo przecież, co jak co, ale Polska to już naprawdę jest najgorsze miejsce do życia. Służba zdrowia – dno, płace – masakra, perspektywy pójścia na swoje – po prostu tragiczne. Za to Dania, o, to musi być raj na Ziemi! W końcu to właśnie Duńczycy notorycznie okupują zaszczytne pierwsze miejsce najszczęśliwszego narodu na świecie, w coraz to nowych, jakże odkrywczych rankingach. Kim my, dwoje szarych Polaków, jesteśmy, by kłócić się z badaniami ludzi mądrzejszych od nas?

No i super. No i się zaczęło. DOROSŁOŚĆ.

Przychodzi taki moment w życiu, że przestaje ono być sielanką. Studia się kończą i trzeba iść do pracy. Rodzice przestają pomagać. Zaczynamy radzić sobie zupełnie sami. I wtedy właśnie niespodziewanie okazuje się, że ta dorosłość, która w dzieciństwie jawiła nam się jako nieograniczony ocean możliwości, a nieco później – obietnica nieustannych imprez i rzeki pieniędzy, robi nam wrednego psikusa. W oceanie możliwości trzeba dopiero nauczyć się pływać, rzeka pieniędzy wymaga ciągłego napełniania jej brzegów, a jedyne, co nie ustaje, to problemy.

Dorosłe życie z całą pewnością nie jest sielanką. Jest za to wieloma innymi rzeczami. Chociażby nieustanną odpowiedzialnością za to, czy jutro znajdą się jakieś czyste gacie, czy mleko przypadkiem nie stanie się glutowatą masą skupienia średnio ciekłego, czy rachunek zostanie na czas wydobyty ze skrzynki i opłacony. Dorosłe życie często również objawia się lękiem o budżet domowy, a także wytrzymałość sprzętów i integralnych części mieszkania (np. podłoga – i nie mam tu na myśli paneli ani wykładziny). Dzielone z kimś, wymaga ustawicznego podtrzymywaniem pozytywnych relacji, przy jednoczesnym zaspokajaniu zarówno własnych, jak i cudzych potrzeb. Nie należy zapominać, że jedną z tych ostatnich jest także „rozrywka” (wystarczy chociaż spojrzeć na „Simsy”!), a więc również i na to trzeba znaleźć odrobinę czasu. No trzeba. Tylko kiedy? Przecież stos prasowania patrzy na nas tak potępieńczo, gdy tylko zbliżymy się do telewizora…

Jednym słowem dorosłe życie oznacza mozolną harówę. A już co dopiero takie życie na obczyźnie!

Tylko że…

Wyfrunięcie spod skrzydeł rodziny, a już zwłaszcza takie wyfrunięcie z rozmachem, od razu na drugą stronę morza (a co!), oznacza również zupełnie nową przygodę. Przygodę, która codziennie sprawdza nasze siły, wytrzymałość, cierpliwość – owszem; ale także taką, która dostarcza całą masę nieporównywalnej do niczego satysfakcji. Każdy mały sukces jest jak zdobycie kolejnego szczytu, każdy samodzielnie rozwiązany problem przypomina wygraną w podstawówkowym konkursie. Kiedy nie masz wokół nikogo, żadnych przyjaciół ani rodziny, nagle okazuje się, że wszystko to, co kiedyś wymagało pomocy, można zrobić samemu. Może nie idealnie – ale o własnych siłach.

W dodatku stajesz przed nielichym wyzwaniem stworzenia domu – trochę dosłownie, ale przede wszystkim metaforycznie. To właśnie Ty nadajesz charakter temu nowemu miejscu, Ty sprawiasz, że wygląda ono i pachnie niepowtarzalnie. Być może jednocześnie zaczynasz również współtworzyć nową komórkę społeczną –  rodzinę! I to wszystko, te wszystkie cuda i czary, w najzwyklejszych czterech ścianach! Nie ma większego znaczenia, czy jesteś jedną z tych osób, którym przyjdzie to z łatwością, czy najpierw trochę pocierpisz – budowanie czegoś tak cudownego od samych fundamentów, dla siebie i osoby, którą się kocha, to jedno z najpiękniejszych doświadczeń.

No i co z tego, że nie jest dokładnie tak, jak się spodziewaliśmy. Nie tak, jak miało być. Mniej w tym zabawy, więcej obowiązków. Ciągle się coś psuje, znowu trzeba coś kupić, a mieliśmy jechać na wakacje, wymienić telefon…

E tam. Jest fantastycznie!