Ukryty Kot

Weź się, dziewczyno, ogarnij

11 Sty , 2017  

Dorastałyśmy, oglądając bajki Disneya, marząc o zostaniu prawdziwą księżniczką – idealną i przyciągającą zastępy królewiczów. Mogą już nawet być bez tych koni. Tatusiowie powtarzali nam, jakie jesteśmy piękne, cudowne, a jakie mamy lśniące loki! I chociaż z jednej strony wpajano nam, że to wnętrze tak naprawdę się liczy, to z drugiej mama wyrażała zadowolenie, że jej córeczka ma zgrabniejsze nóżki, niż pociecha sąsiadki.

Społeczeństwo nieustannie daje nam do zrozumienia, że wszyscy, bez wyjątków, powinniśmy być piękni. Uczymy się tego od dziecka, oglądając Dzwonnika z Notre Dame, gdzie najbardziej sympatyczna, ale przy okazji najbrzydsza postać nie znajduje miłości. Utwierdza nas w tym przekonaniu, niekiedy dość boleśnie, doświadczenie szkolno-rówieśnicze. Później także uczuciowe. A kropkę nad i stawia potencjalny pracodawca, który już na wstępie, mniej lub bardziej otwarcie, ocenia nas na podstawie wyglądu. I nie ma sensu udawać, że jest inaczej.

Nie chodzi tu nawet o to, czy ktoś jest ładny czy brzydki, bo to są kwestie umowne, zależne od trendów, a przede wszystkim indywidualnych gustów. Dyskusja na ten temat nie ma najmniejszego sensu. Natomiast o tym, czy dana osoba potrafi o siebie zadbać, można już co nieco podyskutować.

Na początek kwestia makijażu. Świat dzieli się na ludzi, którzy chcą, by kobiety się malowały, i na tych, którzy cenią naturalność. Wśród tej pierwszej grupy można jeszcze wyodrębnić przypadki mniej i bardziej skrajne. I tak niektórzy powiedzą, że dziewczyna powinna uskuteczniać delikatny, elegancki makijaż, a inni będą wtórować zasadzie „im więcej, tym lepiej!”. Tej ostatniej grupy pozwolę sobie nawet nie skomentować.

Niemniej jednak, kobiety powinny się malować. Oczywiście nie chodzi mi o to, że MUSIMY wszystkie wyglądać jak laski z tabloidów, bo w przeciwnym wypadku umrzemy otoczone kotami, a nawet one nie zapłaczą po takim szkaradztwie. Nie chodzi mi nawet o to, że jakikolwiek makijaż powinien być poranną rutyną każdej z nas. Malowanie się na wyprawę do kontenera na śmieci lub pobliskiego spożywczaka jest co najmniej delikatnie przesadzone (no chyba, że istnieją ku temu jakieś poważne – ale naprawdę poważne, jak ten wysoki brunet z naprzeciwka – powody). Niektóre z nas mają naprawdę ładną cerę i wcale nie muszą używać na co dzień podkładu ani pudru, całej reszcie nas pozostaje tylko im zazdrościć. Ale już na specjalne okazje, na randkę, do kina, czy teatru, zdecydowana większość z nas nie wybierze się nie zrobiwszy odpowiedniego użytku z kosmetyków. I słusznie! Dlaczego by nie zastosować kilku kobiecych sztuczek, podkreślić tego, co w nas najpiękniejsze, ukryć drobne niedoskonałości, poczuć się atrakcyjniej i świetnie się bawić? Każda z nas powinna się malować tak często, jak potrzebuje, tak, jak lubi, na tyle na ile lubi, i tak, aby czuć się dobrze. Ot, po prostu. I pamiętać przy okazji o tym, że nasz wygląd jest naszą wizytówką – czy tego chcemy, czy nie.

Najwyraźniej jednak Dunki bardzo tego nie chcą, albo bardzo ich to nie obchodzi.

Od razu zaznaczam, że nie jest moim celem generalizować. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie widziałam nigdy ładnej, zadbanej Dunki (ba, nawet jedną znam!). Co jednak pragnę podkreślić, to fakt, że mieszkając w Polsce, codziennie mijałam tabuny ślicznych dziewczyn i kobiet, które potrafiły zrobić dobry użytek z pędzelków i kosmetyków (nieużytek też należy zaliczyć do tej kategorii).

Oczywiście, nie mówię o wyjątkach. W Polsce jednak, odnoszę wrażenie, są to pojedyncze jednostki. Potwierdzające regułę. Tutaj te proporcje są, wydawałoby się, odwrócone.

Co druga mijana na ulicy dziewczyna wygląda po prostu źle. Czerwona, podrażniona skóra, trądzik, cera zmęczona i odwodniona. Tak, tutaj już nawet nie chodzi o makijaż, tylko podstawy dbania o swoją skórę. Duży odsetek dziewczyn i kobiet najwyraźniej nie ma o tym pojęcia. Równie duży po prostu nie dba o to, by wyglądać ładnie. Co piątek na ulice wylewają się fale nastolatek, które nie dość, że nie do końca potrafią się ubrać (chwilowo ten temat pomijam), to na dodatek nieumiejętnie podkreślają oczy, źle dobierają kolory szminek i ważniejszy dla nich jest intensywny kolor cienia do powiek, niż umiejętne ukrycie tej wielkiej krosty na środku czoła. Nie muszę chyba opisywać, jak wyglądają, gdy nad ranem turlają się do domu.

Być może to wszystko tak ostro bije mnie po oczach, ponieważ, nie będę zaprzeczać, Dunki nie są tak ładne jak Polki. Stereotypowa mieszkanka tego targanego pizgawą kraju ma bladą cerę, jasne włosy, wygląda, powiedzmy sobie szczerze, dość anemicznie. I faktycznie, można spotkać wiele kobiet odpowiadających temu rysopisowi. Te z nich, które o siebie dbają, potrafią wyglądać naprawdę ładnie, ale to, czy ich ostrzejsze rysy uznamy za atrakcyjne, czy nie, zależy już od naszych indywidualnych upodobań.

Według Niedźwiedzia ładne dziewczyny w Danii to wyłącznie imigrantki. Jestem skłonna uwierzyć, że tkwi w tym co najmniej jedno duże ziarno prawdy. Notabene, wcześniej wspomniana przeze mnie ładna Dunka utrzymuje, że jej babcia była Polką.


  • Ania Szpakowska

    Może Duńczycy mają inny ideał piękna ugruntowany w ich kulturze? Taki bardzo pryszczaty ideał?

    • Jest to jakiś pomysł, ale nie wyjaśnia, dlaczego Duńczycy tak chętnie przywożą sobie żony z zagranicy 😉