Ukryty Kot

Złe znośnego początki

12 Sty , 2017  

Przyjazd do Danii to sprawa od samego początku skomplikowana. Zwłaszcza, jeśli a) nie podejmujesz tam studiów, b) nie masz zatrudnienia, c) właściwie to nie bardzo masz na to fundusze. Dania to kraj bardzo opiekuńczy – dla Duńczyków. Naczelną zasadą, którą najlepiej przyswoić zanim się tu przyjedzie, jest brak wsparcia i ubezpieczenia, dopóki państwo nie ma gwarancji, że dasz radę sam/-a się utrzymać.

Początkowo nie miało być żadnego problemu: Niedźwiedź miał dostać dobry kontrakt i zeznać w urzędzie, że będzie mnie utrzymywał. Trele-morele, gruszki na wierzbie. Jak ma być idealnie, to należy być co najmniej pewnym, że coś runie z łoskotem. Nie mając pracy, sponsora, ani wystarczająco dużych oszczędności (10 tysięcy euro, by dostać pobyt na rok), można tu posiedzieć 3 miesiące. Kolejne 3, jeśli ma się jakiś magiczny papierek, potwierdzający, że szukamy pracy (obawiam się, że nie udało nam się do końca rozgryźć, jak to działa). A potem adios, czy może raczej: vi ses. Chociaż nie, bo nie jestem pewna, czy chcą cię potem jeszcze kiedykolwiek oglądać…

Inną problematyczną sprawą jest wynajem mieszkania. Po pierwsze, ceny mogą przerażać, choć nie powinny, gdy się je porówna do zarobków. Zaznaczam jednak, że mówię o mieście oddalonym od stolicy o ponad 2 godziny jazdy pociągiem. Obawiam się, że Kopenhaga to zupełnie inna para kaloszy (droższych kaloszy).

Ale do rzeczy – mieszkanie, rachunki, to wszystko są spore koszta. Jako że większość ludzi w tym kraju wciąż jeszcze decyduje się raczej na wynajem, niż inwestycję we własne cztery kąty, wydawałoby się, że powinno to sprawnie działać. A przynajmniej sprawniej, niż jest w rzeczywistości. W porównaniu np. do Niemiec, gdzie również ludzie raczej wynajmują, niż kupują (choć powoli już się to zmienia), stosunkowo często mamy tutaj do czynienia z mieszkaniami zaniedbanymi. Niby ściany odmalowane, podłoga wylakierowana – a tu radosny grzybek za kaloryferem! Wszystko oczywiście zależy od firmy, która wynajmuje dane mieszkanie. I oczywiście – od ceny. Podejrzana różnica w cenach mieszkań stojących praktycznie drzwi w drzwi? No to w jednym pewnie będą niespodzianki…

Nasze Bag End w te niespodzianki obfituje. Przyznaję, przynajmniej nie mogę się nudzić. Nie mogę też mieć pretensji do Niedźwiedzia, bo znalazł je w ostatniej chwili i tak naprawdę nie było już wyboru. Pretensje mam tylko do pana, który obiecał nam piękne mieszkanie z kawałkiem ogródka i w ostatniej chwili zmienił zdanie.

Wprowadziliśmy się, no i się zaczęło: mieszkanie jest ciemne. Bezpośrednio nad naszymi oknami, które wychodzą tylko na jedną stronę (ślepemu losowi dzięki, że przynajmniej południową!), znajduje się wielki taras sąsiada z góry. Taras pożera ¾ słońca, które w przeciwnym razie mogłoby wpaść do środka i umożliwić fotosyntezę naszym roślinkom. No, ale po co? W końcu sąsiad ma całą jedną roślinkę, która na pewno potrzebuje tego całego słońca (zwłaszcza, że według moich wstępnych obserwacji, uschła na wiór już kilka miesięcy temu).

Wcześniej wspomniany grzyb to jedno z odkryć, którego dokonałam podczas odpajęczyniania mieszkania. Kolejną przykrą niespodzianką była woda wylewająca się spod prysznica na całą łazienkę. Trudno tego uniknąć, gdy brak brodzika, a podłoga w całym mieszkaniu ułożona jest pod skosem (przednia zabawa, gdy spadnie nam coś zdolnego do turlania – nigdy nie można mieć pewności, dokąd się doturla!). Na szczęście Niedźwiedź ma smykałkę inżynieryjną i zdołał z białej listwy zbudować „zagrodę” dla wody.

Hitem był przeciekający parapet. Podczas silnego deszczu, z zatkanej rynny woda lała się za naszymi oknami niczym wodospad. Przez nieszczelne okna (i parapet zbudowany z kafelków), woda dostawała się do środka. To niezwykle ekscytujące przeżycie, gdy w środku nocy budzi cię łomot wody i następną godzinę spędzasz na wycieraniu parapetu oraz zabezpieczaniu szmatą kolejnych przecieków. Ale to wszystko zostało nam pewnego dnia nagrodzone. Podczas gdy czekałam, aż załaduje się Wiedźmin, dokonałam odkrycia. Spomiędzy kafelków wystawało nowe życie! Wyrosła nam roślinka, która najwyraźniej nie potrzebowała do życia słońca, w przeciwieństwie do umierającego tuż obok awokado. Niniejszym chciałabym zaapelować – kochajcie i doceniajcie swoje okna. Jeśli da się je otworzyć, zamknąć, uszczelnić – nie macie pojęcia, jakie to szczęście!

Ale nie ma tego złego. Parapet, po kilku miesiącach, został wymieniony, okna uszczelniliśmy, do podłogi się przyzwyczailiśmy – i nawet już mi się nie kręci w głowie. Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Jeśli jednak planujecie wynajem mieszkania w Danii – błagam sprawdźcie najpierw dokładnie, w jakim jest stanie. Istnieją strony, na których ludzie ostrzegają się wzajemnie przed konkretnymi mieszkaniami. Upewnijcie się również, że firma, od której wynajmujecie, jest raczej z tych, które przyjdą i naprawią, niż z tych, które będą to tylko uprzejmie obiecywać.


  • Ania Szpakowska

    To może zaczniecie chodować pieczarki?