Ukryty Kot

Jak uczę się języka

5 Lut , 2017  

Jeśli chodzi o naukę języka obcego, każdy wie, że im szybciej, tym lepiej. Coraz częściej prowadzone są zajęcia również dla maluszków, które mimo że jeszcze nie mówią, to chłoną wszystko jak gąbki. Jak sobie jednak poradzić, kiedy musimy opanować obcą mowę w dorosłym wieku?

Prędkość, z jaką jesteśmy w stanie nauczyć się obcego języka, jest kwestią bardzo indywidualną. Nie jest zasadą, że ci, którzy świetnie radzili sobie z nauką w szkole, nauczą się języka szybciej i lepiej. Posługiwanie się oraz myślenie w innej niż ojczysta mowie jest procesem bardzo złożonym. Musimy poznać gramatykę, co pójdzie szybciej wszystkim tym, którzy mają smykałkę matematyczną; musimy poznać nowe słownictwo, co bardziej podpasuje osobom nauczonym wkuwać; musimy wreszcie nauczyć się czytać ze zrozumieniem, a więc łączyć obie poprzednie umiejętności, a na dodatek poznać kontekst kulturowy.

Wreszcie musimy nauczyć się posługiwać danym językiem na co dzień, a to jest zawsze najtrudniejsze. Odmienna wymowa, konieczność szybkiego myślenia i posługiwania się posiadaną już wiedzą. Jednocześnie słuchamy, tłumaczymy sobie otrzymane informacje, układamy odpowiedź i próbujemy ją wyartykułować. Wszystko to dzieje się zazwyczaj niezwykle szybko. A nie daj Boże jesteśmy do tego nieśmiali – jak ja – i po każdej nieudanej próbie chcemy się schować do norki i udawać, że to wcale a wcale nie my.

Wiele osób mówi mi, że skoro mieszkam w Danii, to nauczę się raz dwa, przecież mam ten język na co dzień. Owszem, na pewno mam ten luksus, że przysługuje mi dość dużo zajęć w tygodniu (na pewno więcej, niż na jakimkolwiek kursie w Polsce, na który byłoby mnie stać) oraz są one prowadzone wyłącznie przez Duńczyków. Ale to nie jest do końca tak, że mam język na co dzień. W Danii wszyscy mówią po angielsku co najmniej nieźle, a najczęściej świetnie. Np. lekarz, po moim nieśmiałym pytaniu, czy moglibyśmy przejść jednak na angielski, zasępił się lekko, że mówi co prawda tylko trochę, ale spróbujmy. Po czym zaczął tak zasuwać medycznymi terminami, że gdyby nie moja przygoda z medycznym angielskim, zgubiłabym się gdzieś na początku wywodu.

Zmierzam do tego, że rozmowy tutaj zazwyczaj wyglądają tak, że Duńczyk robi „Blahrabladenbluble?”, ja robię przerażoną minę, bo skąd mam wiedzieć, czy coś powiedział, czy się dusi, po czym ten powtarza pytanie po angielsku. Albo odwrotnie, ja próbuję zrobić „blahrable…”, ale po zniecierpliwionej minie Duńczyka widzę, że za daleko w ten sposób nie dojdziemy.

Niniejszym chciałabym udzielić kilku porad dla tych, którzy chcą się nauczyć nowego języka, ale mają z tym mniejsze, lub większe, problemy.

Systematyczność

Zaczynam od rzeczy najważniejszej. Nie nauczymy się niczego, jeśli będziemy się do tego zabierać od wielkiego dzwonu (wystarczy popatrzeć na mnie i moją gitarę). Niech to będzie pół godziny dziennie. Ale CODZIENNIE.

Tutaj polecam aplikację Duolingo dla smartfonów, z którą sama zaczynałam swoją przygodę z duńskim. W aplikacji tej sami ustalamy, ile lekcji dziennie zamierzamy robić, po czym regularnie dostajemy stosowne przypomnienie. I dopóki nie skończymy codziennej porcji zadań, mądra sowa (chociaż podobno sowy to tak naprawdę strasznie głupie stworzenia) nie powie nam, że osiągnęliśmy cel, a licznik nie przeskoczy na kolejny zaliczony dzień (w kolorze złotym – bo to najbardziej motywujący kolor na świecie).

Dla tych, którzy nie wiedzą, jak działa Duolingo, krótkie wyjaśnienie. W aplikacji spotkamy się z różnego rodzaju zadaniami, w których będziemy ćwiczyć słownictwo, gramatykę (objaśnienia gramatyki znajdziemy na stronie internetowej), ale także umiejętność słuchania i mówienia. I chociaż pokusa, aby te ostatnie dwa typy zadań pominąć (mamy taką opcję, z uwagi na to, że czasem nie można sobie pozwolić na włączenie dźwięków) jest często ogromna – zajmują one więcej czasu, niż proste układanie zdań z podanych słów – to polecam je jednak robić. Dla własnej korzyści.

Karteczki

Może się to wydawać prymitywne, ale nie wymyśliłam jeszcze sprytniejszego sposobu na naukę słów. Rozwieszanie samoprzylepnych karteczek w miejscach, na które wielokrotnie spoglądamy w ciągu dnia, gwarantuje ciągłą styczność ze słówkami, które na nich rozpiszemy. Można także przygotować sobie tablice wyjaśniające gramatykę. Dobrze, jeśli takie plansze są kolorowe – dużo łatwiej będzie nam zrozumieć i zapamiętać funkcje poszczególnych słów w zdaniu. Poza tym kolorowe będą ładniejsze, a chyba lepiej mieć na ścianie ładne rzeczy.

Telewizja i książki

Rewelacyjnym pomysłem na naukę obcego języka jest czytanie, nie tylko materiałów specjalnie do tej nauki przygotowanych, ale także książek i gazet. Ważne, żeby dobrać odpowiedni poziom i nie wstydzić się tego, że na początku wypożyczymy kolorowe książeczki dla dzieci. Drugą istotną kwestią jest nauczenie się omijania słów, których nie rozumiemy. Nie chodzi przecież o to, żeby ślęczeć godzinę nad jedną stroną i sprawdzać każdy wyraz w słowniku. Muszę przyznać, że dla mnie zawsze jest to największe wyzwanie – lubię wiedzieć i rozumieć wszystko. Dopóki jednak jesteśmy w stanie zrozumieć sens zdania, kontekst jest jasny, a to jedno słówko w sumie nie aż tak istotne – szkoda czasu.

Podobnie jest z telewizją. Chociaż tutaj nie mogę szczerze polecić programów dziecięcych. Być może język jest mniej skomplikowany, owszem, natomiast sposób, w jaki mówią dzieci (jak dla mnie – strasznie niewyraźnie) lub postaci w kreskówkach (zwykle krzyczą lub piszczą, a do tego wszystkiego coś w tle grzechocze i tupie, brrr) nie pomaga w odróżnianiu poszczególnych słów i wyłapywaniu sensu wypowiedzi. Polecam za to wiadomości. Przekaz może nie będzie najprostszy, ale w zrozumieniu pomoże wszystko, co dzieje się na ekranie. A z czasem będziemy przecież rozumieć coraz więcej.

Rozmowa

Jeśli uczymy się sami w domu, nieodzowny będzie ktoś, kto z nami pokonwersuje. Przynajmniej od czasu do czasu. Duolingo co prawda poinformuje nas, czy wypowiadamy poprawnie dane słowa lub zdania; istnieją także programy, do których mówimy, a one zapisują to, co usłyszą (np. Dragon Dictation dla iPhone). To wciąż jednak nie jest rozmowa. Taka, w której musimy przetwarzać informację z i na dany język. W której nie możemy przewidzieć, co druga osoba za chwilę powie i co będziemy chcieli jej odpowiedzieć. W której będziemy musieli nieźle się nagimnastykować naokoło, żeby przekazać konkretną treść.

Dobrze mieć znajomego, który mówi w danym języku i spotka się z nami na zasadzie „dziś mówimy tylko po…”. Jeśli nie mamy nikogo takiego, pozostaje znaleźć korepetytora. Na szczęście w dzisiejszych czasach można to ogarnąć nie wychodząc z domu – chociażby przez Skype. Naprawdę warto.

Myślenie

Ostatnie, najtrudniejsze. Ten etap zawsze przychodzi nieco później, kiedy mamy już opanowane proste konstrukcje, znamy słowa i potrzebną gramatykę. O co chodzi?

Na przykład o to, że ćwicząc jogę, zamiast liczyć do stu po polsku, liczę po duńsku. A kiedy to jest już zbyt proste – po duńsku od końca. Kiedy myślę o tym, co muszę dzisiaj zrobić, tworzę listę godzin i czynności po duńsku. Kiedy planuję, co zamierzam opowiedzieć przyjaciółce, układam zdania po duńsku. Mamroczę pod nosem bezustannie, a kiedy natrafię na ścianę w postaci brakujących słów, próbuję ją obejść. Albo idę skrótem (czyt. sięgam po słownik lub wiedzę Niedźwiedzia).

Tak samo robiłam, kiedy uczyłam się angielskiego. Zawsze mówienie było moją piętą achillesową. Dlatego wieczorami, przed zaśnięciem, potrafiłam układać całe dialogi. Do tej pory, gdy nie mogę spać denerwując się jakąś czekającą mnie ważną rozmową (w pracy, w banku, poważna rozmowa z Niedźwiedziem – cokolwiek), zawsze układam ją po angielsku. Zanim zdam sobie sprawę, że do niczego mi się to nie przyda, bo tak naprawdę będę musiała mówić po polsku.

Kiedy nauczymy się myśleć w danym języku, przełożenie tego na mowę będzie o wiele prostsze. Zostaniemy wówczas wyposażeni w niezbędny oręż – pozostanie nam tylko go wydobyć. I postarać się, żeby nie wypadł nam z rąk.

Co myślicie o tych poradach? Jakie są Wasze sposoby na naukę języka obcego?


  • Mój mąż twierdzi, że najwięcej, jeśli chodzi o język angielski, nauczył się… grając na komputerze od dzieciństwa 😉 Ja natomiast stosowałam tradycyjne metody – czyli większość tych, które opisałaś;)

    • Słuszna uwaga! 🙂 W moim przypadku także oglądanie seriali i uczenie się na pamięć tekstów piosenek ww wczesnej młodości 😉 Takie metody bardzo pomagają „oswoić się” z językiem i zautomatyzować pewne jego aspekty.

      • Fakt, był moment, kiedy z mężem oglądaliśmy sporo seriali w języku angielskim i zauważyłam, że wtedy zaczęło mi się włączać myślenie po angielsku 😉