Ukryty Kot

Po czym poznać, że to twój Niedźwiedź?

5 Kwi , 2017  

Nie potrafię policzyć, ile razy słyszałam te pytania: Skąd wiesz, że to ten jedyny? Po czym to poznać? Są jakieś cechy szczególne? Nie masz żadnych wątpliwości?

Mam za sobą historię wieloletniego (nieudanego) związku, i być może dlatego część znajomych, jakże mylnie, uznawała mnie zawsze za jakąś wyrocznię w tej kwestii.

Pamiętam jak wiele lat temu, gdy pracowałam w kinie, byłam świadkiem, jak gdzieś między popcornem a pokojem pracowniczym narodziło się uczucie pomiędzy dwojgiem moich znajomych. Związek to był dopiero raczkujący, raczej niepewny, bo oboje po pewnych przykrych doświadczeniach. I pewnego dnia kolega zapytał mnie, tak, z jakiegoś powodu właśnie mnie, skąd to się wie, że to jest prawdziwa miłość, i że to ta właściwa osoba.

Byłam wtedy z ówczesnym chłopakiem od dwóch lat. Poczułam się bardzo mile połechtana, że kolega uznał mnie za taki autorytet w tych sprawach. Za cholerę nie pamiętam, co mu odpowiedziałam. Za to chyba mojej pomocy nie potrzebował, bo teraz dawno są po ślubie i wychowują dzieci; a z kolei mnie z tamtym chłopakiem sromotnie nie wyszło.

Kiedyś sama lubiłam myśleć, że znam receptę na udany związek. Że nie ma ludzi idealnych, więc to normalne, że pewne rzeczy nam w sobie przeszkadzają. Że wszystkie pary się kłócą, więc nie ma nic złego we wrzaskach i wzajemnych oskarżeniach. Że przeciwieństwa powinny się przyciągać, więc to naturalne, że lubimy zupełnie różne rzeczy.

I to wszystko jest po części prawda, ale tylko po części. Rozumiem to dobrze dopiero teraz, gdy Niedźwiedź pokazał mi różnicę. I chociaż nie uważam się bynajmniej za żadną wyrocznię, to jednak wiem już, jak zdrowy szczęśliwy związek powinien wyglądać, a jak nie.

1) Para powinna być również przyjaciółmi. Znam facetów, którzy na takie stwierdzenia reagują alergicznie, ponieważ w swojej kompletnej ignorancji uważają, że to niemożliwe. Możliwe, a co więcej konieczne, żeby stworzyć szczęśliwy i harmonijny związek.

Niedźwiedź jest pierwszą osobą, której chcę opowiadać rzeczy, które przydarzyły mi się w ciągu dnia (chyba że chcę na niego ponarzekać, wtedy najpierw lecę do przyjaciółek). Wiem, że mogę z nim porozmawiać o wszystkim, o swoich uczuciach, o drażliwych tematach. Nie boję się przyznać przed nim, że czegoś nie wiem, bo mam pewność, że usiądzie ze mną i mi to wytłumaczy. Nie musimy się obawiać, że to drugie nas wyśmieje.

No może oprócz tamtej sytuacji, kiedy Niedźwiedź, wiedząc, że uwielbiam storczyki i chcąc zrobić mi niespodziankę, spędził pół dnia na poszukiwaniach, po czym okazało się, że nigdzie nie ma. Na moje uprzejme zdziwienie odpowiedział z nieskrywanym zawodem, że wszędzie mieli tylko orchidee. Śmiałam się wtedy okropnie, przyznaję, ale dodam na swoje usprawiedliwienie, że byłam również wzruszona!

2) Jest różnica pomiędzy dziką awanturą a kłótnią. Z Niedźwiedziem kłócić się dość trudno, bo on bardzo tego nie lubi i rzadko podnosi głos. Za to ja miewam humorki i czasem po prostu muszę się pokłócić, nawet jeśli nie ma o co. Są to jednak spięcia krótkie i stosunkowo mało wybuchowe.

Przede wszystkim jednak, co jest dla mnie chyba najważniejsze w ogóle w naszym związku, zawsze czuć i widać, że oboje bardzo chcemy dojść do porozumienia. Nawet jeśli Niedźwiedź pokrzyczy, ja trzasnę drzwiami, poleci trochę łez i kilka przedmiotów (miękkich), to po chwili rozmawiamy już dużo spokojniej, a po następnej przytulamy się na kanapie.

Najgorsze moje doświadczenia związane z kłótniami to bezsensowne wrzaski i wzajemne oskarżenia, dużo za dużo łez, zbyt wiele cichych dni, ciągłe rozstania i powroty. A wszystko to przez przemożną niemożliwość zrozumienia siebie nawzajem. I niechęć przed ustąpieniem, poszukaniem kompromisu. Nie ma co się szczypać – jeśli twoje potrzeby nie są dla partnera istotne, możesz się oszukiwać, że coś się zmieni, ale robisz to tylko ze szkodą dla własnych nerwów. I tracisz czas.

3) To, że partner nas irytuje jest zupełnie normalne. Nienormalne by było, jakby nas nie irytował. Niedźwiedź na przykład wraca do domu i rozwala swoje rzeczy po całym mieszkaniu, a ja biegam za nim, sprzątam i zrzędzę. Jego z kolei denerwuje moja nadmierna pedantyczność i ciągłe odkładanie wszystkiego na miejsce. Doprowadza mnie do szału, gdy skraca brodę i zostawia łazienkę pokrytą drobnymi, czarnym włoskami; on nie znosi, kiedy po kryjomu sama sprzątam mieszkanie.

Tyle że w rzeczywistości te drobne irytujące nas nawzajem rzeczy to nie jest żaden problem. Nie stają się przyczynkiem do kłótni (no, może czasami), nie spędzają nam snu z powiek; nie muszę pić melisy, żeby się uspokoić za każdym razem, kiedy on to robi. Co innego, kiedy partner irytuje nas absolutnie wszystkim, tak naprawdę to chyba głównie tym, że istnieje, oddycha i tak idiotycznie drapie się po nosie. To jest bardzo zły znak i radzę uciekać czym prędzej, zanim będzie jeszcze gorzej.

4) Nie musicie lubić tych samych rzeczy. Cały urok bycia z drugą osobą to to, że otwiera nas ona na zupełnie nowe zainteresowania, inne sposoby spędzania czasu. Tyle że… Musicie się jednak gdzieś w tych zainteresowaniach spotkać. Trudno jest zbudować związek pomiędzy osobami, których absolutnie nic nie łączy. Jeśli ty nienawidzisz biegać, a on w wolnym czasie nie robi nic innego, jest duża szansa, że przyjdzie nuda i frustracja. Jeśli ona co weekend rozbija się po dyskotekach, a ty nienawidzisz hałasu, dusznych pomieszczeń i pijanych małolatów, i w efekcie spędzacie wieczory osobno, może być trudno zbudować coś trwałego.

Nie chcę powiedzieć, że się nie da, bo pewnie są osoby, którym się udaje. Mnie się nie udało. Dla mnie jest cholernie ważne, że tak wiele rzeczy robimy z Niedźwiedziem razem, budujemy wspólne wspomnienia i wciąż zbliżamy się do siebie. Tak wygląda w moim wyobrażeniu szczęśliwy związek.

Chciałabym jeszcze, żeby jedno było jasne. Nigdy nie można mieć pewności, że to będzie już na całe życie. Zawsze może się przydarzyć coś takiego, czego związek nie przetrwa. Ryzyka nie da się wyeliminować, a ludzie się zmieniają, zmieniają się też ich priorytety i pragnienia.

Czy to znaczy, że przysięga „na zawsze” nie ma sensu? Ma, i głęboko wierzę, że ludzie składają takie obietnice w zgodzie ze swoimi rzeczywistymi uczuciami i pragnieniami. Bez względu jednak na to, czego chcemy, zmieniamy się i my, i partner; życie doświadcza nas na różne sposoby i nie możemy nigdy wiedzieć, w jakim miejscu będziemy za kilkanaście, kilkadziesiąt lat. Możemy tylko zminimalizować to ryzyko wiążąc się z osobą, która po prostu sprawia, że jesteśmy szczęśliwi. I z którą chcemy być bez względu na to, czy wszystko idzie jak po maśle, czy lądujemy w rozklekotanym mieszkaniu, a po koncie bankowym hula wiatr.