Ukryty Kot

Jak (nie) rozmawiać

20 Kwi , 2017  

Wszyscy jesteśmy stworzeniami stadnymi i z zasady potrzebujemy innych, podobnych nam stworzeń, żeby funkcjonować w pełni sprawnie i szczęśliwie. Nie bez przyczyny jedno z pytań kontrolnych w popularnym teście osobowości brzmi mniej więcej tak: Czy mógłbyś/mogłabyś żyć w zupełnej samotności?

Nie da rady szczerze odpowiedzieć inaczej, niż: NIE. Chyba, że ktoś bardzo lubi się oszukiwać i wmawiać sobie, że za towarzystwo wystarczyłyby mu książki lub komputer z dużą ilością gier. Może na początku tak, ale na dłuższą metę wszyscy potrzebujemy do życia innych ludzi.

Tak już jakoś mam, że lubię być miła dla innych i sprawia mi przyjemność świadomość, że ktoś mnie lubi. Daleka jestem od stwierdzenia, że mam wielu przyjaciół, bo przeważnie zajmuje mi dużo czasu określenie, czy mogę komuś zaufać. A czasami jeszcze i tak się pomylę. Niezależnie od tego lubię, jak inni mnie lubią, i już.

I na ogół zresztą tak jest. Ale nie zawsze było.

W gimnazjum i liceum raczej trudno mi było zawierać nowe znajomości. Przede wszystkim dlatego, że przy pierwszych kontaktach jestem raczej zamknięta w sobie i z natury nie uzewnętrzniam się przed obcymi. Kolejnym ważnym powodem było to, że otaczały mnie wówczas praktycznie same dziewczyny, a zawsze łatwiej przychodziło mi utrzymywać relacje z chłopakami. Od dziecka właściwie, kiedy wolałam skakać po drzewach i palić liście w krzakach, niż bawić się lalkami i przymierzać buty mamy. Chłopacy również zawsze wydawali mi się mniej skomplikowani, przy nich znikał problem obgadywania koleżanki, której akurat nie ma w towarzystwie, krytykowania tej dziwnej Zośki z 2a, obrażania się o coś, co nie podlega weryfikacji żadnym z podstawowych zmysłów człowieka, czy wyciąganie piątego dna z każdego niewinnego słowa.

Z chłopakami bawiłam się dobrze do momentu, kiedy okazało się, że co poniektórzy woleliby, żebym już nie była tylko kumpelką i wszystko zaczęło się komplikować. Wtedy stwierdziłam, że muszę się jednak nauczyć rozmawiać ze wszystkimi.

O dziwo, nie było to aż takie trudne. W chwili, kiedy zrozumiałam, że bycie miłym i pomocnym wywołuje (przeważnie) analogiczną reakcję ze strony rozmówcy, a szczery uśmiech rzadko kiedy nie zostaje odwzajemniony, moje relacje damsko-damskie wyraźnie się odkomplikowały. Okazało się, że jednak umiem. Zazwyczaj.

Jedną z cech, które bardzo ułatwiają mi komunikację, zwłaszcza z nowo poznanymi osobami, jest umiejętność słuchania. Od kiedy uświadomiłam sobie, że faktycznie, lepiej mi wychodzi słuchanie ludzi niż mówienie o sobie, zaczęłam dostrzegać, jak rzadko spotykam się z tym u innych osób. Przeważnie ludzie czekają, aż rozmówca skończy wreszcie swoją kwestię i będą mogli opowiedzieć coś o sobie. Nagminnie spotykam się z tym, że laska wierci się niecierpliwie, nie może skupić wzroku i mruczy tylko „mhm… tak… jasne” w zupełnym oderwaniu od faktycznej treści komunikatu. Albo koleś wykorzystuje nieostrożną pauzę w środku zdania swojego kolegi, żeby wystrzelić ze swoją, oczywiście dalece bardziej interesującą, historią i przez następne dziesięć minut przynudzać o swojej opinii na temat swoich pracowników w swojej firmie niedaleko swojego domu ze swoim wiekowym dębem w swoim własnym ogródku.

Ja, ja, ja. Zauważyliście, jak często tylko wokół tego kręcą się całe rozmowy? Ja uważam tak… A ja tak… A ja byłem tu… A ja widziałem tamto… A mi się wydaje… A ja tego nie lubię…

Mniej nas obchodzi to, o czym opowiada druga osoba, a znacznie bardziej to, co sami zaraz chcemy jej powiedzieć – bo przecież moja historia jest dużo bardziej interesująca! Ona na pewno marzy, żeby ją wreszcie usłyszeć. Delektujemy się tym mówieniem, z narcystyczną przyjemnością wsłuchujemy w brzmienie własnego głosu i zerkamy tylko w oczy rozmówcy żeby upewnić się, że wypadamy tak świetnie jak we własnej wyobraźni.

To jest właśnie ten wyjątek, ta jedyna sytuacja, kiedy nie umiem, i nawet chyba nie chcę umieć. Kiedy słyszę osobę, która przerywa wszystkim, podnosi głos, żeby zwrócić na siebie uwagę, a potem również za każdym razem, gdy ktoś inny próbuje coś powiedzieć – mam ochotę po prostu wstać i wyjść. Męczą mnie takie sytuacje niemożliwie i choć wiem, że wychodzę na nieuprzejmą, odmawiam uczestniczenia w tego typu ‘rozmowach’.

Posłuchajmy siebie nawzajem. Wysłuchajmy swoich problemów, spostrzeżeń i wrzućmy trochę na luz z wciskaniem wszędzie własnych opinii i doświadczeń. Każdy czasem chce poczuć, że jest kimś więcej, niż tylko publicznością dla cudzych występów i że to, co on sam ma do powiedzenia, też ma jakąś wartość.