Ukryty Kot

Moje ulubione fryzury na wietrzną pogodę

9 maja , 2017  

Nie wiem, czy wspominałam już kiedyś, że w Danii wieje…? Bo wieje. Tak bardzo bardzo bardzo. Pal już licho, że jest przez to zimno, no ale włosów trochę szkoda…

Stosunkowo niedawno, bo w ostatnie wakacje, zaczęłam bardziej interesować się tym, co noszę na głowie (moją główną inspiracją jest K z Moja dziewczyna czyta blogi). Zaczęłam pleść, przekładać, wiązać, kręcić, klnąc początkowo niczym szewc, a z czasem odrobinę tylko mniej. I wyrywając sobie przy tym włosy, należy dodać.

Wcześniej zawsze mi się wydawało, że to jakaś czarna magia i że kompletnie nie umiałabym czegoś takiego stworzyć. Ledwo plotłam klasyczny warkocz i to tylko w przypływach wielkiej weny twórczej. Zapewniam was jednak, że duża część tutoriali na youtubie jest bardzo przystępna, a efekt zadziwiający, jak na te raptem parę przełożeń i podpięć.

No ale co z tego, że w domu sobie zaplotę, pstryknę fotkę, dam się popodziwiać Niedźwiedziowi – skoro ledwie przekroczę próg domu, nawet po to tylko, żeby postawić tę parę kroków do samochodu, i już dupa? Nic tak nie psuje humoru, jak doszczętnie zniszczony efekt półgodzinnych starań.

Chodzenie w rozpuszczonych włosach, przy mojej długości, odpada – są wszędzie, tworzą wokół głowy aureolę, wpadają mijanym ludziom w twarze, wplątują się w mijane elementy użyteczności publicznej, nie wspominając już o tym, że bez przerwy muszę je odgarniać z twarzy, żeby w ogóle cokolwiek widzieć… Rozczesanie ich po takiej przechadzce trwa wieki i ZAWSZE wiąże się z ogromnymi stratami we włosach, a tego przecież żadna z nas nie chce.

Warkocze zwykłe, francuskie czy kłosy w moim wypadku również odpadają. Mam dosyć śliskie włosy, które przy wietrze wyplątują się z takich splotów z niezwykłą łatwością i koniec końców wyglądam, jakbym szczotkę ostatnio widziała miesiąc temu. Holender jeszcze jako tako się utrzyma, ale też bez przesady.

Znalazłam więc parę takich fryzur, które nadzwyczaj dobrze znoszą duńską pogodę, a z tego co słyszę, przy obecnych warunkach pogodowych w Polsce dla was też mogą okazać się przydatne.

Większość filmów pochodzi z kanału Kayley Melissy, bo nie ukrywam, że jej tutoriale lubię najbardziej – są proste i efektowne, i (prawie) zawsze wychodzą.

1. Warkoczyk + kok

3., i ostatnia, fryzura na filmie.

Warkoczyk może się wydawać odrobinę trudny i początkowo niekoniecznie wyjdzie idealnie równo – nie przejmujcie się, nie musi. Jeśli odpowiednio go porozciągacie na koniec, nikt nie zauważy, że z jednej strony nabrałyście odrobinę za dużo włosów. Jeśli jesteście perfekcjonistkami, jak ja, wystarczy że poćwiczycie kilka razy i na pewno uda się osiągnąć pożądany efekt.

Sam kok to już prościzna. Jeśli jednak macie inny ulubiony sposób wiązania koka na czubku głowy, śmiało. Tylko upewnijcie się, że jest wystarczająco ciasny i dobrze podpięty.

2. Oszukany warkocz

Oszukany jak diabli, bo tak naprawdę to wcale nie jest warkocz. W dodatku włosy wyglądają, jakby były ich miliardy, nawet jeśli tak naprawdę jest ich stosunkowo niewiele. Jest banalnie prosty w wykonaniu – rzadko się zdarza, żeby fryzura wyszła za pierwszym razem, a to wyjdzie na pewno. Jest odrobinę upierdliwy w wykonaniu i wymaga zużycia dużej ilości gumek, ale efekt jest naprawdę bardzo ładny. I wiatroodporny, w przeciwieństwie do klasycznych warkoczy.

Pamiętajcie tylko rozciągać włosy po każdym przełożeniu, aby uzyskać efekt największej możliwej objętości. Jeśli zrobicie to dopiero na sam koniec, nie będzie wyglądał na aż tak gruby.

3. Przekładany kucyk/kok

Nie udało mi się znaleźć idealnego video, ale na tym [klik] chyba najlepiej widać o co chodzi. Poniżej zrzut ekranu:

Prościzna. Możecie odpuścić sobie warkocze, możecie zrobić jakieś inne – macie tutaj zupełną dowolność. Jest mnóstwo miejsca na eksperymenty. Po przełożeniu włosów, możecie zostawić resztę luźno, tak jak na filmie, ale możecie również zwinąć je w kok, co osobiście polecam wszystkim z was, które mają długie włosy. Tego, co zostanie nam po przełożeniu koka używamy do owinięcia gumki i podpinamy wsuwką pod spodem. Wygląda bardzo schludnie i przede wszystkim na bardziej skomplikowane, niż jest w rzeczywistości.

4. Korona

Najbardziej skomplikowana fryzura w tym zestawieniu, ale, moim zdaniem, również najbardziej efektowna. Uwielbiam wszelkiego rodzaju korony, a ta jest zdecydowanie moja ulubiona.

Najważniejsze to zadbać o to, żeby włosy wewnątrz korony nie były przyklapnięte, bo będziecie wyglądały, jakby coś ciężkiego spadło wam na głowę w tym miejscu. No i oczywiście porozciągać warkocze zanim zepniecie je w koronę, żeby dodać im objętości. Jeśli wasze włosy lubią się wyślizgiwać, tak jak moje, powinien pomóc spray teksturyzujący albo suchy szampon.

Gwarantuję, że będziecie wyglądać super. I, jeśli użyjecie odpowiedniej ilości wsuwek (pamiętajcie – nie ma czegoś takiego jak za dużo wsuwek, weźcie tyle, ile trzeba, żeby mieć pewność, że fryzura zostanie w miejscu), nie musicie obawiać się wiatru. Najwyżej wyciągnie pojedyncze kosmyki, co w wypadku tej fryzury wcale nie jest niepożądane.

5. I na koniec klasyk – koński kucyk

Tak, wiem, każda mała dziewczynka potrafi związać włosy w kucyka i nie ma w tym żadnej filozofii. Ale czy wasz kucyk jest idealny, nic z niego nie wyłazi, wygląda na grubszy niż jest w rzeczywistości, i – co najważniejsze – trzyma się cały dzień bez względu na warunki pogodowe (a nawet wytrzymuje 18-godzinną podróż – testowałam!)? Niekoniecznie? To dajcie mu szansę.


Cała procedura trwa tylko kilka minut dłużej, niż normalnie, a uwierzcie mi – będziecie zadowolone z efektu. I takiemu kucykowi duński wiatr może co najwyżej zmierzwić włosy, co, wbrew jego niecnym intencjom, potrafi nawet dodać fryzurze charakteru.

A wy co robicie z włosami, żeby wygrać z wiatrem?


  • Próbowałam zrobić „oszukany warkocz”, ale przy pierwszym podejściu efekt końcowy niespecjalnie przypominał ten z filmiku, więc będę musiała poćwiczyć 😀 Ale fryzury bardzo przydatne, szczególnie przy niesfornych włosach, które się ciągle puszą 😉

    • Co dokładnie się nie udało? Może mogę coś podpowiedzieć 🙂 Jeśli chodzi tylko o „wielkość” warkocza, to może pocieszy Cię, że mój też nie bywa aż tak okazały, jak na filmie (ale wciąż wizualnie o wiele grubszy, niż normalny) 🙂 Podejrzewam również, że przy ciemnych włosach efekt będzie inny. Co nie znaczy gorszy 😉

      • Tak, chodzi o okazałość, w sensie, że nie taka jak na filmie, ale racja, przy ciemniejszych włosach efekt nie może być taki sam. Warkocze w ogóle dobrze wyglądają (wydaje mi się) na jasnych włosach z pasemkami (lub naturalnymi refleksami), bo wtedy się tak fajnie przeplatają i tworzą ciekawy efekt. 🙂

        • Coś w tym jest, ja uwielbiam efekt na moim ombre – taka trochę biało-mleczna czekolada 🙂 Ale ciemne warkocze też uwielbiam – w ogóle zawsze zazdrościłam brunetkom 😉

          • Czemu? 🙂

          • Najprawdopodobniej dlatego, że jestem blondynką 😀

          • Hahaha, no tak, zawsze się chce to czego się nie ma 😉 A wiem, bo ja tak mam też 😀 Bo ja mam taki mysi kolor włosów (że niby popielaty blond czy jakoś tak), więc nie jestem ani blondynką, ani brunetką, a zawsze chciałam mieć jasne włosy (ale takie prawdziwie), no i jak zafarbuję to mam – tylko nie chce mi się musieć farbować co miesiąc, już wolę pleść czasochłonne warkocze 😉

          • Dokładnie dlatego nie jestem brunetką – z lenistwa 🙂 Mój blond też nie jest taki do końca blond, dlatego raz do roku robię sobie ombre. Stopniowo schodzi coraz niżej, ale ciągle część włosów jest rozjaśniona i bardzo lubię ten efekt 🙂 No i nie muszę się przejmować odrostami i mam czas na warkocze 😀

          • Dobre podejście 😀