Ukryty Kot

Oczami Duńczyka

15 maja , 2017  

Na to, jak postrzegamy świat, a przede wszystkim nasze własne życie, bardzo mocno wpływa kontekst kulturowy, w którym się rodzimy. I takie poglądy często trudno jest zmienić.

Nie mam na myśli wyłącznie kultury i religii, które nas od dzieciństwa otaczają i w pewien sposób warunkują nasze postrzeganie świata. Chodzi mi bardziej o to, jak wygląda model rodziny czy kariery w danym społeczeństwie. Co jest dla nas ważne, jak wyobrażamy sobie przyszłość, czemu poświęcamy najwięcej myśli w ciągu dnia.

Spotkałam się ostatnio na pogaduchy ze znajomą Dunką. Zeszło nam jakimś cudem na to, że w Danii jest lepiej, niż w Polsce. No bo zarobki, stosunek państwa do kobiet w ciąży, służba zdrowia w ogóle (choć tu zgodziłam się bez zapału, nie mając ochoty na wdawanie się w szczegóły). Skonkludowałam, że no tak, ale Danii jest przecież łatwiej tak wszystko super ogarnąć, bo ludzi do ogarniania jest znacznie znacznie mniej. Dunka wzdychała, jakie ma szczęścia, że jest Dunką właśnie.

Rozmawiałyśmy o tym, że w Polsce młodym ludziom jest teraz dość ciężko, bo zarobki w standardowej pracy nie są jakieś super, mieszkania drogie, często więc biorą kredyty i tak dalej. Że zdarza się, że ludzie pracują całe życie, a kończą ze śmiesznie niską emeryturą. Że samotne młode matki muszą dużo pracować, żeby utrzymać siebie i dziecko.  Że ktoś tam odwleka decyzję o rodzicielstwie, bo może nie wystarczy.

Uderzyło mnie dość mocno to, co Dunka na to wszystko odpowiedziała. Stwierdziła mianowicie, że nie wyobraża sobie tak żyć, z pracą wypełniającą znaczną większość czasu, martwiąc się, czy starczy, z kredytem do spłacania i, dajmy na to, bez pieniędzy na przyjemności.

Nie mogę się tylko zdecydować, czy bardziej wzbudziła we mnie zazdrość, czy bardziej przeraziła tym, że w jej świecie nie ma miejsca na takie problemy.

Umówmy się – są przecież na świecie miejsca, w których ludziom żyje się o wiele ciężej niż Polakom w Polsce. Takie, gdzie ludzie harują nie po to, żeby spłacić kredyt, kupić kurtkę zimową i odłożyć na wakacje w Łebie, ale po to tylko, żeby przeżyć kolejny dzień. Są na świecie ludzie, którzy na żadnych wakacjach nigdy nie byli. Ludzie, których nie stać na to, żeby pomyśleć o sobie, bo w domu czeka trójka głodnych dzieci.

W Danii za to ludziom żyje się niewiarygodnie dobrze. Mają powszechną służbę zdrowia, darmowe szkolnictwo, wsparcie finansowe ze strony państwa. Owszem, dzieci dość szybko wyfruwają z domu, idą do pierwszej pracy w McDonald’s, wynajmują pokój z koleżanką. Tylko że to wszystko ma odrobinę inny wydźwięk, niż w Polsce. Miałam koleżanki na studiach, które pracowały, żeby starczyło na czynsz, na jedzenie, na książki. Były zmęczone, często zestresowane, liczyły, na co mogą sobie pozwolić, a na co nie bardzo.

W Danii jest inaczej. Idą do pracy z uśmiechem, bo każda praca tutaj oznacza wystarczająco dużo pieniędzy. Starczy na ciuchy, buty, sobotnią imprezę. Pracujący studenci mogą również liczyć na stypendium. Zdecydowanie przyjemniej się pracuje wiedząc, że nie tylko wystarczy, ale można będzie sobie kupić coś ekstra. 

No i sama praca wygląda odrobinę inaczej – w końcu Duńczycy bardzo nie lubią się stresować ani przesadnie spieszyć. Gdy wspominam swoją pierwszą pracę, na sezon w piekarni, która zarówno fizycznie jak i psychicznie wyciskała ze mnie siódme poty, jestem pewna, że coś takiego tutaj nie mogłoby mieć miejsca. To znaczy pewnie, zawsze może się trafić jakiś bardziej upierdliwy szef, ale… no, po prostu nie.

Po studiach niewiele się zmienia. Duńczyk może spokojnie liczyć na to, że znajdzie pracę w interesującym go zawodzie. I niezależnie od tego, jaki to będzie zawód, na pewno wystarczy mu na życie. Może nie od razu na każdą zachciankę, ale na pewno na niektóre. Ewentualnie będzie musiał przez chwilę poodkładać; ale zamiast zastanawiać się czy, spyta raczej kiedy. Jeśli sam nie chce tłuc nadgodzin, będzie sobie pracował codziennie do 15, a w piątek nawet krócej, i nie będzie wyczekiwał weekendu tak jak styrany Polak. Dlaczego miałby?

I tak żyją sobie, ci Duńczycy, w swojej małej szczęśliwej duńskiej bańce. Nie za bardzo obchodzi ich to, w jakich bańkach żyją inni ludzie, w innych miejscach na świecie. No bo co by im z tego przyszło? Liczy się hygge, liczy się rodzina, dom, samochód, ciepłe kraje przynajmniej raz do roku.

I wiecie co? Mimo wszystko i tak kombinują, jak tu nie płacić tyle podatków.