Ukryty Kot

Mafia mieszkaniowa

8 Cze , 2017  

Jaki kraj, taka mafia. Włosi, dla przykładu, ze swoim Ojcem Chrzestnym wzbudzają nawet pewien respekt, musicie przyznać. A Dania? Szkoda gadać.

No dobra, istnieje w Danii problem gangów motocyklowych. Ostatnio nawet jeden spotkaliśmy. Tacy prosto z filmów – duzi, w grubych czarnych skórach z białymi skrzydłami na plecach. Słyszałam, że jakiś czas temu doszło nawet do strzelaniny na głównym placu nieopodal. Oprócz tego głównie zajmują się narkotykami i robieniem hałasu.

Nie wpadałabym w nadmierną ekscytację.

Prawdziwy mafiozo to właściciel naszego mieszkania!

Wyobraźcie sobie białą furgonetkę z rysunkiem rekina przebranego w garnitur i z teczką w rę… wróć, płetwie. Na nosie (czy co tam mają rekiny) niezwykle wymowne czarne okulary. Zęby szczerzy w cokolwiek zbyt szerokim uśmiechu. Ale to nie jest miły uśmiech, jeśli jeszcze się nie zorientowaliście. To uśmiech pod tytułem widzę-że-do-mnie-przypłynąłeś-hohohoho-mam-cię-zjem-cię.

Taką furgonetką jeździ nasz landlord. I sam wygląda dokładnie jak ten rekin z obrazka. Co więcej, jestem pewna, że sam do niego pozował (w dawnych czasach, zanim od dobrobytu tak się roztył).

Na początku był dla nas naprawdę miły. Pokazał mieszkania, obiecał to i owo, a właściwie to wszystko, co chcieliśmy, koledze Niedźwiedzia miał za darmo udostępnić schowek na meble i rzeczy osobiste. No, tak było. Do momentu podpisania umowy. Wtedy nagle schowek zaczął kosztować jakąś wydumaną sumę, a my musieliśmy kolegę przepraszać. Wtedy grzyb zaczął się rozrastać, za cichym przyzwoleniem Rekina. Woda zaczęła wpadać do mieszkania, a przestała płynąć z kranu, i takie tam różne, o których już kiedyś wam opowiadałam.

Najpierw była frustracja, potem przyszła rezygnacja. Zaczęliśmy myśleć, że mogło być gorzej, w końcu grzyba po paru miesiącach wywabił, okna naprawił. No i w końcu mieszkanie odrobinę tańsze niż inne w okolicy, no to czego się spodziewać. Niech już będzie. Znajdziemy potem coś lepszego.

A potem podrożały rachunki za ciepło i wodę. Bardzo. W Danii przeważnie płaci się regularnie, co miesiąc lub co trzy, stałą sumę, a po roku przychodzi wyrównanie. No i nam przyszło, takie że się prawie przewróciliśmy. A ja byłam pewna, że będzie zwrot, bo w końcu nie mamy w mieszkaniu pralki i staramy się oszczędzać. Rekin wyszczerzył do nas zęby po raz kolejny.

Okazało się, że nie tylko my mamy ten problem, sąsiad z góry też. Spotkaliśmy go ostatnio wracając do domu przed północą, bo to właśnie taki typ – trochę się snuje w swoich czarnych bluzach, a jeśli z jego mieszkania dobiegają jakieś dźwięki, to muzyki metalowej albo bliżej niezidentyfikowanego walenia. Ale jest bardzo sympatyczny (chociaż odrobinę straszny też). Sąsiad ten bywa w domu dwa dni w tygodniu, resztę spędza u swojej dziewczyny. Dwa dni w tygodniu dają 8 dni w miesiącu! Koleś płaci tyle samo, co my (a my już płacimy jak za co najmniej 3 osoby).

Sąsiedzi, którzy mieszkają na kolejnym, ostatnim już, piętrze, płacą podobno znacznie mniej (a mieszkanie z nas wszystkich mają największe). Konkluzja nasunęła nam się sama – coś jest nie tak i prawdopodobnie płacimy częściowo za ich zużycie. Okay, ale to przecież da się ogarnąć, trzeba tylko wezwać jakiegoś fachowca…

Rekin szczerzy się po raz kolejny. Ponieważ, po pierwsze, za fachowca sami musielibyśmy zapłacić, a to są tutaj duże pieniądze, a po drugie, nawet jeśli nazbieramy – Rekin musi wyrazić pisemną zgodę. A on przecież tego nie zrobi. Bo dlaczego miałby?

Mroczny sąsiad opowiedział nam również parę ścinających krew w żyłach historii. Dowiedzieliśmy się na przykład, że zagłębienie na zamkniętym podwórku przed naszymi domami powstało po jakiejś poważnej awarii kanalizacji. Rekin dostał oczywiście pieniądze z ubezpieczenia, żeby mógł to naprawić. Znalazł jednak lepszy sposób na spożytkowanie tych pieniędzy – prawdopodobnie tę nieznośnie głośną Corvettę (do której nie wiadomo jakim cudem się mieści).

Parę lat temu była też afera w naszym mieście, o której nawet Niedźwiedź słyszał, ale wtedy jeszcze nie miał jak jej z Rekinem skojarzyć. Zawalił się mianowicie balkon, z którego spadło parę osób – nikt nie zginął, ale byli poważnie ranni i jeśli dobrze zrozumiałam, ktoś został uszkodzony na resztę życia. Było to oczywiście mieszkanie należące do Rekina. Mroczny sąsiad wyjaśnił, że dlatego prawie nigdy nie wychodzi na swój taras, a jeśli już, to tylko z brzegu zapalić papierosa. Sam ma wykształcenie rzemieślnicze i pokazywał nam, dlaczego ten taras jest bardzo źle zabezpieczony i może w każdej chwili również runąć. Teraz bardzo boimy się pod nim przechodzić, tyle że trochę nie mamy wyjścia.

Prawdopodobnie również nie odzyskamy kaucji. Podobno Rekin zabiera całą na odnawianie mieszkań (w naszym przypadku powinien mi zapłacić za to, że uczyniłam je możliwym do zamieszkania). Ludzie nie mają pieniędzy, żeby się z nim sądzić, zresztą podobno ktoś próbował, i nic z tego nie wyszło. Chciałabym zaznaczyć, że w Danii kaucje są dosyć duże.

Dlaczego więc ludzie wciąż wynajmują od niego mieszkania? Przecież widać, że są brudne i w marnym stanie. Inne rzeczy okazują się dopiero po pewnym czasie, ale można przecież uciec. Można to gdzieś zgłosić. Można ostrzec innych.

Ze zgłaszaniem jest problem, ponieważ organizacja zajmująca się takimi sprawami wymaga, oczywiście, uiszczenia odpowiedniej wpłaty, a na rezultaty podobno trzeba czekać latami, tak wiele mają zgłoszeń. Ostrzegać i uciekać można, owszem, tylko jest kilka problemów… Rekin ma strasznie dużo mieszkań w tym mieście. Jego mieszkania są również tańsze, a więc wydają się zachęcające, chociaż dodając do wszystkiego rachunek za wodę, powiedziałabym, że na przykład nasze jest cholernie drogie. Wreszcie, lokale są dostępne praktycznie od ręki. Natomiast jeśli chcemy wynająć mieszkanie od poważnej spółdzielni mieszkaniowej, to po pierwsze czynsz będzie większy (ale może pokrywać niektóre opłaty), po drugie, i najgorsze… będziemy czekać. Jak dobrze pójdzie, tylko rok. Jak źle, to się możemy nigdy nie doczekać.

Trudno mi powiedzieć, czy nic zupełnie nie da się z tym zrobić. Nie wiem, czy Duńczycy są zbyt leniwi, żeby walczyć o swoje, czy już się pogodzili, czy Rekin jest po prostu nie do ruszenia. My jesteśmy tylko małymi biednymi imigrantami, więc nic dziwnego, że stanowimy dla niego niezły narybek, ale dlaczego nikt bardziej zorientowany w duńskim prawie nic z tym nie robi…?

Tak czy inaczej, tak to właśnie wygląda. I tyje sobie ten nasz mafiozo. Obrasta tłuszczem, pieniędzmi, dymem papierosowym i przemożnym brakiem zainteresowania dla czegokolwiek innego, niż jego własny interes.