Ukryty Kot

Problematyczne duńskie słówka

3 Lip , 2017  

Wiecie już, że język duński rozczarował mnie w praktyce, bo choć z ogromną przyjemnością zgłębiam jego zasady na papierze, to w mowie pomiędzy mną a zrozumieniem stoi wysoki mur.

Kiedy nadszedł moment, że zaczęłam mniej więcej rozumieć, co mówią do nas nauczycielki na lekcjach, pomyślałam: eureka! Wreszcie nastąpił ten długo wyczekiwany przełom. Kiedy ostatnio zreflektowałam się, że właściwie rozumiem wszystko, wyłączając pojedyncze słowa, pokraśniałam z dumy. Teraz to już musi być tylko łatwiej.

Ledwo pokraśniałam, poszłam na siłownię, a tam, o zgrozo, podszedł do mnie młody chłopak i zadał pytanie. Wykręciłam się słuchawkami (choć audiobook wcale go nie zagłuszył) i poprosiłam o powtórzenie. I jeszcze raz. Aż w końcu poddałam się i pognębionym duńskim powiedziałam, że nie rozumiem. Żeby oddać sobie sprawiedliwość: zrozumiałam, że pytał, ile mi zostało. Domyśliłam się nawet delikatnie, że ile serii, ale po pierwsze: jego wypowiedź była podejrzanie długa, po drugie: zabrakło mi słownictwa. Przestałam kraśnieć.

Przygotowałam dzisiaj dla was kilka podstawowych słów, czy też zwrotów, które sprawiały mi najwięcej problemów (bądź robią to nadal). Zarówno w zrozumieniu, jak i wymowie.

Undskyld – jedno z pierwszych słów na drodze do poznania duńskiego, ponieważ oznacza ono przepraszam, a więc coś co przyzwoici ludzie mówią stosunkowo często. Zarówno, gdy przepraszamy, że coś zrobiliśmy (albo nie zrobiliśmy), jak i wtedy, gdy np. chcemy przejść, a ktoś stoi nam na drodze. Również w sytuacjach, w których nie dosłyszeliśmy, co powiedział nasz rozmówca (możecie sobie więc wyobrazić, że używam go dosyć często). Problem z tym słówkiem jest taki, że w wymowie jest jeszcze bardziej skomplikowane niż w piśmie. Nie ma z zapisem nic wspólnego, poza ‘n’. Jest to tym bardziej frustrujące, że Szwedzi i Norwegowie potrafią je wypowiedzieć w miarę zrozumiale, a Duńczycy oczywiście nie. W pierwszym okresie mojego mieszkania w Danii zastanawiałam się, czy jest jakiś konkretny powód, dla którego obcy ludzie stękają w moim kierunku. Teraz już wiem.

Wymowa: /’onsgyl/, w każdym razie mniej więcej. Z tym że to ‘l’ trzeba powiedzieć z językiem na wierzchu.

Godmorgen albo goddag – angielskie good morning, niemieckie guten Morgen, polskie dzień dobry. No proste, banalne wręcz. Trudno nie zapamiętać. Ale, cholera jasna, trudno też tym operować. W brzmieniu do niczego zupełnie niepodobne. Bardziej przypomina odruch wymiotny, albo ewentualnie okrzyk typu: e!, niż faktyczne grzeczne przywitanie. Osobiście mam problem z taką wymową, bo na poziomie gardłowym mój aparat mowy średnio chce współpracować. Zazwyczaj wychodzę z założenia, że jak wybełkoczę coś z długim ‘o’ (w przypadku godmorgen), albo ‘e’ (goddag), to ujdzie. Albo, co wszystkim gorąco polecam, stawiam na dużo prostsze i takie bardziej radosne w wydźwięku hej.

Wymowa: godmorgen /go’mogn/, goddag /go’dej/, hej /haj/ – jak angielskie hi.

Kan godt lide – po polsku czasownik lubię. Ma taką samą formę w każdej osobie, i dobrze, chociaż tyle, bo sam w sobie jest niepotrzebnie skomplikowany. Tak też chyba pomyśleli Duńczycy, bo wymawiają go jak jedno krótkie słowo, często bardzo trudne do wychwycenia niewprawnym uchem. Warto zaznaczyć, że duńskie kan odpowiada angielskiemu can, czyli polskiemu móc, umieć, a lide oznacza cierpieć. Zatem dosłownie zwrot przetłumaczymy: mogę dobrze (ś)cierpieć (ten film, dajmy na to). Z kolei przeczenie lubienia – kan ikke lide – możemy przetłumaczyć jako nie mogę ścierpieć. Może to tylko ja, ale wydaje mi się, że brzmi to tak jakoś… ostro.

Wymowa: /kengot’li/, tylko szybko i mało wyraźnie.

Altså – z tym słówkiem bardzo się nie lubimy, ponieważ odkryłam je dopiero niedawno. Oznacza ono po prostu spójnik więc. Nie używałam go wcześniej, ponieważ jako anglistce znacznie łatwiej było mi posługiwać się słówkiem derfor, niemal identycznym w brzmieniu z angielskim therefore. Czuję się więc częściowo rozgrzeszona. Do odkrycia altså popchnęła mnie frustracja. Zauważyłam bowiem, że jedna nauczycielka oraz bardziej zaawansowana koleżanka łączą zdania spójnikiem, którego ni cholery nie mogłam rozpoznać. A ja bardzo nie lubię czegoś nie wiedzieć, albo nie rozumieć (dlatego też w liceum na fizykę praktycznie nie chodziłam). Po prostu nie. No więc grzebałam, myślę sobie, może tak dziwnie wymawiają også (ang. also, pol. też, również)…? No ale nie, wsłuchałam się, nie pasowało do kontekstu. Zaczęłam więc w niemej frustracji wpisywać zbitki liter w Google Translate, no i uff, nareszcie, udało się.

Wymowa altså: /’elzo/, chociaż ja najczęściej słyszę /’ezo/, w przeciwieństwie do også, które mówimy: /os/. Niby dwie różne bajki, ale bądźcie tacy mądrzy, jak ich posłuchacie.