Ukryty Kot

Co mi dał rok życia za granicą

8 Lip , 2017  

No dobra. Właśnie mija rok, odkąd przyjechaliśmy razem do Danii. Od tych pierwszych chwil, skręcania mebli, nieśmiałego wychodzenia na ulicę i przyzwyczajania się do nowej sytuacji.

Czekałam z tym wpisem, aż minie ten cały rok. Dałam sobie czas, żeby zweryfikować pierwsze wrażenia, sprawdzić, czy z czasem zmienię nastawienie do pewnych rzeczy i czy może coś nowego zupełnie niespodziewanie mnie zaskoczy.

Już minęło, już mogę.

1. Wszystko jest bardziejsze tam, gdzie nas nie ma

Są osoby, które mówią nam „Hola, hola, ale jak to chcecie wracać? Do Polski?! Po co! W Danii macie lepiej!”. No dobra, trochę mamy, trochę nie mamy. Ale prawda jest taka, że żeby przekonać się, że zawsze, ale to zawsze coś nam będzie przeszkadzać, trzeba samemu spróbować. W końcu Niedźwiedź mnie ostrzegał. W kółko tylko mówił o Danii złe rzeczy, a ja odganiałam go niczym pszczołę i kazałam zmienić nastawienie. Dopiero kiedy mnie tu ściągnął, przekonałam się, że okej, teraz widzę. Teraz rozumiem.

Bynajmniej nie chodzi mi o to, żeby kogokolwiek zniechęcać do wyjazdu. Wręcz przeciwnie. Uważam to za jedno z najważniejszych doświadczeń w moim życiu, a na pewno najbardziej pouczające. I jeśli znajdziecie swoje miejsce, gdziekolwiek, to fantastycznie. Ale jeśli ktoś się z waszym poglądem nie zgadza, to ma do tego prawo. W każdym miejscu można się dopatrzeć dobrych i złych stron. Wszystko zależy od tego, co sprawi, że będziecie szczęśliwi.

2. Wszędzie na świecie można spotkać buraka

Może niektórych to zaskoczy, ale Polacy nie mają monopolu na chamskie zachowania, ani nawet na upijanie się, rzyganie i szczanie w miejscach publicznych. Buractwo jest na całym świecie i wcale nie jest z nami tak najgorzej. Myślę, że w Danii problem jest mniej widoczny tylko i wyłącznie dlatego, że jest po prostu mniej ludzi. W rzeczywistości, naprawdę, nie jest tak, że my jesteśmy źli, a obywatele innych krajów mogą patrzeć na nas z wyżyn swojej kulturalności.

Poza tym, mówi się, że Polacy tak strasznie dużo piją, ale Duńczycy też za kołnierz nie wylewają. I tak mieszają procenty, że nasze polskie móżdżki nie są w stanie tego pojąć.

3. Angielski nie wystarczy

Tzn. wystarczy, żeby zrobić zakupy. Wystarczy nawet, żeby załatwić wszystkie sprawy papierkowe, założyć konto w banku, wynająć mieszkanie. Ale do pełnego funkcjonowania w społeczeństwie nie wystarczy. Do znalezienia pracy w Danii jest potrzebny duński – wyjątkiem są chyba tylko wysoce wyspecjalizowane stanowiska w międzynarodowych firmach. Innymi słowy, jak już nie mogą znaleźć specjalisty z Danii, to zatrudnią z innego kraju. Cała reszta musi się nauczyć ich języka, a to, uwierzcie mi, nie jest zadaniem łatwym.

Obawiam się, że Dania nie jest pod tym względem wyjątkiem.

4. Ludzie, pochodzący z zupełnie innych kultur, mogą być zadziwiająco podobni

Poza kontaktami z włoskim kolegą z Erasmusa, nie miałam wcześniej żadnych znajomych spoza Polski. Teraz nawet wydaje mi się to bardzo dziwne. Zaczynając kurs językowy w Danii poznałam masę osób z przeróżnych krajów na całym świecie – niektórych nawet nie potrafię za bardzo wskazać na mapie. Myślałam, że będzie zgrzyt, początkowo bardzo uważałam na to co mówię, pilnowałam, żeby nie wyskoczyć z jakimś ironicznym żartem, który mógłby zostać niezrozumiany. No bo przecież, skoro oni urodzili się i dorastali w zupełnie innej kulturze, na pewno nie znajdziemy wspólnego języka.

Po czym moją najlepszą koleżanką została Filipinka, z którą dogryzamy sobie bez przerwy. Jedyna bariera, którą tak naprawdę zauważam, to język – czasem mamy problem, żeby się zrozumieć. Ale wydaje mi się, że problemy ze zrozumieniem pojawiają się nawet wtedy, kiedy obie osoby mówią w swoim ojczystym języku. W każdym razie, u mnie się pojawiają.

5. Ale, oczywiście, są różnice

I żeby to w pełni docenić, warto pomieszkać wśród ludzi, którzy myślą troszeczkę inaczej, niż my. Którzy mają podobne, ale i zupełnie inne problemy. Których troszkę co innego bawi. Którzy pamiętają inne wydarzenia historyczne i nazwiska. Którzy cenią w życiu trochę inne wartości. Którzy potrafią nas tak kompletnie zaskoczyć swoim zachowaniem, że nie potrafimy do końca zrozumieć, co nimi kieruje.

To fajne jest. Polecam.