Ukryty Kot

Duńczycy o sobie

1 Wrz , 2017  

W kółko piszę wam o tym, co myślę o Danii i Duńczykach. Dzielę się swoimi obserwacjami i opiniami. A co na to wszystko Duńczycy?

Nie wiem, co oni na to, co piszę, bo nawet gdybym im pokazała, to przecież nic nie zrozumieją. Dzisiaj jednak napiszę co nieco o tym, jak Duńczycy postrzegają sami siebie i gdzie te na nasze spostrzeżenia się spotykają, a gdzie kompletnie rozmijają.

1. Duńska uprzejmość

Pisałam kiedyś, o, tutaj, o tym, że Duńczycy są tacy przyjaźni, uprzejmi, uśmiechają się, pozdrawiają ludzi na ulicy. W sklepach ekspedienci są zawsze bardzo uczynni i wyrozumiali. Ludzie nie popędzają się nawzajem, nie burczą na siebie, traktują innych tak, jak sami chcieliby być traktowani. Takie są moje doświadczenia i w przeciągu ostatniego roku nic się w tej kwestii nie zmieniło.

Za to Duńczycy mają o sobie zupełnie inne zdanie. Uważają się za ludzi z natury nieuprzejmych. Ich zdaniem to właśnie obcokrajowcy, zwłaszcza pochodzenia azjatyckiego, są niezwykle grzecznymi, miłymi ludźmi. A Duńczyk? Duńczyk przecież nie ma czasu bawić się w formułki grzecznościowe, tłumaczyć, wykazywać się cierpliwością. Dlaczego niby miałby zatrzymywać się na ulicy, żeby się z kimś przywitać?

Przyznam, że nie mam pojęcia, skąd ta rozbieżność. Może to, co dla mnie jest już objawem bycia miłym, bo w Polsce niekoniecznie zawsze tego doświadczam, dla nich jest po prostu naturalne. A to, co oni uważają za nieuprzejmość, jest z kolei naturalne dla mnie.

2. Czas jest rzeczą względną

Duńczycy uważają się za osoby dobrze zorganizowane i punktualne. Czas jest na wagę złota i nie ma mowy, żeby musieli na kogoś czekać. Godzina druga po południu ma oznaczać równo drugą po południu, a nie trzydzieści sekund po, no heloł… Tak, na pewno jest to jedna z cech uznawanych przez nich za wyznacznik stuprocentowej duńskości.

Ja to widzę inaczej. Łatwo mi to ocenić, ponieważ sama lubię być punktualna i mam wyrzuty sumienia, gdy spóźniam się choć parę minut. Zwracam więc dużą uwagę na czas (chociaż czasem sprawiam wrażenie, jakby było dokładnie odwrotnie). Widzę więc, że Duńczycy nie przychodzą o umówionych godzinach, a standardowo znacznie później. Obiecują, że zadzwonią następnego dnia, a robią to po upływie tygodnia. Więcej o tym pisałam też tutaj.

Wydaje mi się, że po prostu Duńczycy są punktualni, kiedy chodzi o ich własny interes, natomiast kompletnie apunktualni, kiedy chodzi o kogoś innego.

3. Do duńskiego żartu trzeba dojrzeć

Och, jak oni uwielbiają ostrzegać innych, że mają taki specyficzny dowcip. Że są bezpośredni, sarkastyczni, ironiczni. Pławią się po prostu w bezkresnym morzu czarnego humoru.

I tu się muszę w stu procentach zgodzić. O ile dla mnie nie jest to nic nadzwyczajnego, bo sama potrafię rzucić żartem, po którym wszyscy zastanawiają się, czy jestem normalna, czy mnie opętało, to faktycznie dla niektórych może to być odrobinę szok. Wiecie, jeśli nie jesteście przyzwyczajeni do żartów o martwych noworodkach, a bezpośrednie natrząsanie się z was przez ledwie poznaną osobę uznajecie za zachowanie nie na miejscu – może być wam trudno odnaleźć się w bezpośrednich kontaktach z Duńczykami. Poziom ironii może przekroczyć dopuszczalne granice do tego stopnia, że trudno będzie zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi.

4. Stres niszczy im życie

To fakt – w Danii stres traktowany jest bardzo poważnie. Mówi się, że Duńczycy często biorą psychotropy i dlatego uważani są za jeden z najszczęśliwszych narodów świata. Prawdą jest, że wiele osób, przytłoczonych stresującą sytuacją w pracy czy życiu osobistym, ma możliwość przejścia na urlop i otrzymuje specjalistyczną opiekę lekarską. Znajoma Dunka pracuje, pomagając ludziom radzić sobie z tym, co ich przerasta. Przyznaje, w Danii problem stresu jest duży i często staje się przyczynkiem do innych problemów zdrowotnych.

Nie jestem jednak do końca pewna, skąd to się bierze. Dla nas, Polaków, przyzwyczajonych do myśli, że emerytura to nic pewnego, a do pierwszego zawsze może nie starczyć, Dania to przecież raj socjalny. A skoro tak, to czym się tu martwić? Mają też przecież swoje hygge, które pomaga im oddzielić pracę od życia osobistego, odnaleźć spokój i odzyskać równowagę. Czy chodzi o niedostatek słońca, czy o zbyt wysokie oczekiwania ze strony społeczeństwa, a może jeszcze o coś zupełnie innego?

5. Jakość przede wszystkim

Jeśli spotkacie Duńczyka, to na 98% możecie być pewni, że ma iPhone’a i Macbooka. Jeśli nie więcej. Ostatnio odnotowuję skrupulatnie w pamięci, kiedy poznam kogoś, kto jednak woli Samsunga. Zapytani o powód, zawsze powiedzą, że stawiają na jakość. To jest przecież dobry sprzęt, ba, najlepszy, więc warto w niego zainwestować. To samo dotyczy również innych dóbr materialnych – np. zegarków, samochodów czy butów.

Wszystko byłoby jak najbardziej zrozumiałe, ale nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że w bardzo wielu przypadkach jest to ślepe podążanie za marką. Kupowanie drogich rzeczy, chociaż tak naprawdę można kupić lepsze i taniej. Nie zastanawianie się nad tym, czego oczekują od produktu, do czego tak naprawdę jest im w ogóle potrzebny, a zaufanie, że skoro coś jest znane i kosztowne, to nada się do absolutnie wszystkiego i najlepiej.


  • Zafikowana Blogerka

    Właśnie znalazłam Wasz blog i cieszę się, że wreszcie dowiem się czegoś o Danii i Duńczykach <3 Będę tu wpadać częściej 😉
    Pozdrawiam,
    Dominika z bloga Zafikowana