Ukryty Kot

Halloween – obchodzić, czy nie obchodzić?

31 Paź , 2017  

W Polsce wokół Halloween krążą niczym stado wygłodniałych szerszeni kontrowersje – obchodzić, nie obchodzić, amerykańskie, ale fajne, dzieci chcą, ale kościół zabrania… Jak to wygląda w Danii?

W Danii, tak jak w Polsce, ludzie witają listopad dniem Wszystkich Świętych (Allehelgensdag). Inaczej niż w Polsce, odwiedzanie grobów zmarłych, zapalanie zniczy, modlitwa i wspólne wspominanie bliskich, którzy odeszli, odbywa się w pierwszą niedzielę po święcie. W taki sprytny sposób 1. listopada wszyscy Duńczycy normalnie pracują, a święto odbywa się, de facto, w dniu wolnym.

Wieczór przed dniem Wszystkich świętych, zwany w Danii Allehelgensaften, według wierzeń pogańskich uważany był za moment, w którym czarownice, duchy, demony i wszelkiego rodzaju zło wcielone baraszkowały radośnie po świecie żywych. Za cel stawiać miały sobie szydzenie ze świętych, których pamięć była czczona następnego dnia.

W Polsce, o czym zapewne doskonale pamiętasz, istniał drzewiej pogański obrzęd zwany Dziadami. Jego celem było nawiązanie kontaktu z duszami zmarłych i uzyskanie od nich błogosławieństw, które miały zapewnić pomyślność, urodzaj, płodność i czego tam jeszcze ludzie wówczas pragnęli, a także zapewnienie im świętego spokoju w zaświatach. Dziady obchodzono zresztą nie tylko w Polsce i nie tylko raz do roku, bo w niektórych regionach nawet do 6 (!). Zwyczaj został jednak wypleniony przez chrześcijaństwo (w przeciwieństwie do np. zajączka wielkanocnego, którego nie dało się ruszyć) i to, co o nim wiemy, przekazał nam głównie wieszcz Adam.

Zarówno do Polski, jak i do Danii (i w wielu innych miejscach na świecie) Halloween przywędrowało stosunkowo niedawno. I tam, i tu ludzie w naszym wieku nie mają wspomnień z dzieciństwa, które w jakimkolwiek stopniu wiązałyby się z przebierankami i żebraniem o cukierki. Pierwszy raz zobaczyłam Halloween w jakimś serialu telewizyjnym, gdzieś w liceum zaczęły się przebierane imprezy, które jednak rzadko kiedy były straszne, a zbierało się na nich raczej puste butelki, niż słodycze. A potem, nie wiadomo jak, kiedy, skąd, ani dlaczego wyrosła spod ziemi banda słodkich nietoperków, które bezczelnie obrabowały mnie z zapasów gumy do żucia. Chociaż po prawdzie i tak się cieszyłam, że dali się przekonać, że gumy naprawdę zawierają cukier, więc technicznie rzecz biorąc są słodyczami.

W Danii motyw Halloween pojawia się w sklepach już we wrześniu, chwilę tylko wyprzedzając ozdoby bożonarodzeniowe, tak więc przez cały październik te dwa święta koegzystują spokojnie na sklepowych półkach (nie do pomyślenia w Polsce). Masy słodyczy, przerażających ozdób, gotowych przebrań i akcesoriów dla tych, którzy wolą sami skomponować swój halloweenowy strój. Do wyboru, do koloru (ale, oczywiście, obowiązuje paleta mrocznych barw).

I podczas gdy w Polsce ksiądz zabrania, mama się waha, i tylko starsza siostra wybywa na domówkę w klimacie zombie apokalipsy, tutaj podejście do Halloween, jak zresztą do praktycznie wszystkiego, jest dużo luźniejsze. Wszystkie dzieciaki przebierają się i chodzą po domach prosząc o cukierki, rzadko kiedy posuwając się do psikusów. Młodzież w najprzeróżniejszych strojach drepcze w te i we wte po ulicach miasta, u przechodniów wywołując może śmiech, może szok, może politowanie, a może po trosze wszystkiego. I dobrze, niech sobie chodzi. Czym to się różni od ich coweekendowych wybryków poza tym, co mają na sobie?

Wynika to pewnie z tego, że Dania po prostu nie jest krajem religijnym. Nie ma nikogo, kto powie im, że nie powinni, że obrażają, że nie szanują. A nawet gdyby ktoś spróbował, zostałby wyśmiany. Co zabawa ma wspólnego z wiarą? Czy naprawdę kogoś obraża to, że dziecko przebierze się za kurczaka, a tata… Skoro o tym mowa, to sami sobie obejrzyjcie:

 

 

To, że ja nie obchodzę Halloween, nie oznacza, że mam coś przeciwko temu, żeby inni je obchodzili. Więc, odpowiadając na pytanie zawarte w tytule: obchodzić. Albo nie obchodzić. I niech Cię nie obchodzi, czy ktoś inny obchodzi.

Co nie znaczy oczywiście, że nie cieszę się, że nasze podwórko jest odgrodzone od ulicy dwoma bramami. Nawet słodkiemu małemu wampirkowi nie oddam moich zapasów polskich żelków. Są granice.


  • Dokładnie, ja nie wierzę w pogańskich bogów, według mnie ich nie ma, to czego mam się obawiać? A jak ktoś chce przebierać się za wampiry i dynie i robić inne rzeczy, byle nie szkodzić bliźniemu – to nie moja sprawa.