Ukryty Kot

Pramatka flag

4 Lis , 2017  

Z flagami państw jestem trochę na bakier. Najzwyczajniej w świecie mało która wizualnie mi się podoba. Co innego flagi pirackie…

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam w Danii flagi powywieszane na każdym mijanym budynku, pomyślałam sobie: no, spoko. Pewnie mają jakieś swoje święto niepodległości. Nie orientowałam się wtedy jeszcze w duńskiej rzeczywistości, nie rozumiałam języka na tyle, żeby z internetu dowiadywać się, co w Danii piszczy, a nie było za specjalnie kogo o to spytać. Machnęłam ręką.

Zaczęłam się dziwić, kiedy święta niepodległości powtarzały się podejrzanie często, a w niektórych domach najwyraźniej świętowano ją codziennie. Ba, w co poniektórych ogródkach zaobserwowałam flagi na tyle wielkie, że dorównywały rozmiarami rosnącym obok drzewom. Zastanowiło mnie to, nie powiem. Przyszło mi do głowy, że może Dania obchodzi jakąś ważną rocznicę, którą będzie świętować cały rok. Albo po prostu Duńczycy mają zbyt dużo świąt, a są zbyt leniwi, żeby tak w kółko ściągać i wieszać z powrotem. Nie drążyłam.

Pewnego dnia zostaliśmy zaproszeni na urodziny mojej szkolnej znajomej, zaręczonej z Duńczykiem i mieszkającej razem z nim i przyszłą teściową. Było bardzo miło, przytulnie, shyggowaliśmy się jak przystało. W końcu nadszedł czas na tort. Ozdobiony świeczkami, wszystko pięknie i lukrowo, ale jeden element jakoś mi do tortu nie przypasował. Właściwie to całe mnóstwo elementów. Mnogość malutkich duńskich flag na wykałaczkach, które zdominowały terytorium tortowe, zmuszając świecki do rozpaczliwej walki o uwagę gości. Wytrzeszczyłam oczy, zaśpiewałam sto lat i pochłonęłam swój kawałek tortu, ostrożnie odkładając na bok obalone flagi.

A wszystko to, bo Duńczycy kochają swoją flagę, czyli Dannebrog. Miłością tyleż namiętną, co dla obcych niezrozumiałą. Czerwone proporczyki z białym krzyżem są nieodzowną ozdobą wszelkiego rodzaju przyjęć: czy to Boże Narodzenie, czy to urodziny, czy to pożegnanie odchodzącego na emeryturę kolegi z pracy, czy też jakakolwiek inna okazja do świętowania przyjdzie ci do głowy. Powiedz, a ja potwierdzę, że tak, napotkasz tam co najmniej kilka flag.

Patrząc na to z punktu historycznego, powód do dumy rzeczywiście jest: duńska flaga w kategorii wieku pokonuje wszystkie inne flagi suwerennych państw europejskich. Jej powstaniu towarzyszy, oczywiście, legenda – Dannebrog miała spać z nieba prosto w ręce króla podążającego z krucjatą do Estonii w 1219 roku. Krzyż, oczywiście, symbolizuje chrześcijaństwo.

Duńskiej flagi w formacie podstawowym (czyt. prostokątnym) używa się, jak już wspomniałam, jako dekorację podczas różnego rodzaju uroczystości i z okazji świąt państwowych. W niektórych domach jest stałym elementem dekoracji i nie ma w tym ani grama braku szacunku do jednego z najważniejszych symboli narodowych. Co w praktyce oznacza, że idąc przez miasto zobaczysz ich całkiem sporo. Nie ma również żadnego zakazu wywieszania flag, poza tym, że zdaje się nie wszędzie i nie zawsze można wystawiać takie naprawdę duże i ciężkie maszty.

Inaczej sprawa ma się z flagą ugryzioną z prawej strony – taką jak na zdjęciu powyżej. Ten rodzaj flagi jest zarezerwowany dla wszystkiego rodzaju świąt i uroczystości związanych z rodziną królewską. I nie wolno ich używać z żadnej innej okazji.

No dobrze, więc skąd ta miłość do flagi? Przede wszystkim wynika to z generalnie sporej ilości pozytywnych uczuć, którymi Duńczycy darzą swój kraj i samych siebie. To bardzo zadowoleni ze swojego państwa ludzie, świadomi swojej przewagi nad innymi miejscami na świecie, które nie mają wszystkiego tak dobrze poukładane. Martwi mnie to, że wydaje mi się, iż Dania trochę zbyt mocno skłania się ku poglądom nacjonalistycznym, a ich zamiłowanie do celebrowania własnej tożsamości uważam za jeden z przejawów tej tendencji.

Duńczycy czuli dużą potrzebę zjednoczenia się w momencie, gdy z wielkiego państwa ostatecznie pozostał taki mały kawałek, jaki mamy obecnie. Część Jutlandczyków była z pochodzenia Niemcami, i odwrotnie – niektóre duńskie rodziny pozostały po stronie niemieckiej. Stąd też wynikła silna potrzeba podkreślenia swojej jedności, ale też indywidualności i odrębności w stosunku do innych krajów.

Nie da się również ukryć, że Dania ma spore kompleksy. W końcu to raczej Szwecja i Norwegia wiodą prym wśród najpopularniejszych krajów skandynawskich. Są ładniejsze, większe, a ich języki bardziej zrozumiałe i zdatne do opanowania. To szwedzcy i norwescy sportowcy osiągają sukcesy, szwedzcy i norwescy pisarze sieją grozę wśród miłośników kryminałów, Szwecja i Norwegia wreszcie mogą się pochwalić artystami pokroju ABBY czy Mayhem. Duńczycy mają tylko swojego Andersena, którego czepiają się każdym paznokciem, żeby tylko nikt nie pomyślał, że nie mają nikogo sławnego. No i tu właśnie na scenę wkracza Dannebrog, bo to ona przecież była najpierwsza! To ona stała się wzorem dla pozostałych nordyckich sztandarów, to dzięki niej powstał krzyż skandynawski!

No to jak tu się nie chwalić.

PS. Taka wskazówka – jeśli zdarzy się, że napotkasz Dannebrog leżącą na ziemi – nie nadeptuj jej. Przynajmniej jeśli w pobliżu znajdują się jacyś Duńczycy. Chyba że bardzo chcesz sprawdzić, co się stanie – ale wtedy koniecznie daj mi znać!


  • To ciekawe, co piszesz o tych tendencjach nacjonalistycznych w Danii. To samo zauważam ostatnio w Polsce, wygląda na to, że to ogólnoeuropejski trend. Co ciekawe, przodują w tym ludzie młodzi, choć z drugiej strony nie dziwi mnie to: teraz młodzieży brakuje jakiegoś autorytetu z prawdziwego zdarzenia (wielu młodych ludzi mi to nawet wprost mówiło). Jeśli do tego dołączyć brak perspektyw i walkę o przetrwanie na rynku pracy (w przypadku młodych wcale nie wygląda to tak różowo), to całość nie wróży niczego dobrego Europie.

    Z flagami wszem i wobec miałam do czynienia w Bośni i Hercegowinie: tam nie dość, że poszczególne flagi są umieszczane przy drogach na granicy de facto samodzielnych państewek (Republiki Serbskiej i Federacji BiH), to jeszcze w niektórych miastach co ulica to ozdoba z flag.

    • To prawda. W Skandynawii nastroje te wzmagają się teraz, w obliczu realnego problemu. Tyle tylko, że podczas gdy np. Szwecja przyjęła uchodźców, Dania zgodziła się tylko na absolutne minimum, a społeczeństwo niekiedy zachowuje się, jakby rodowici Duńczycy stanowili w kraju mniejszość… a obcokrajowcy ich okradali.
      Ciekawe, co mówisz o tym autorytecie. Z tego co obserwuję w Danii, to wydaje mi się, że większy problem z obcokrajowcami mają starsi ludzie, młodzi natomiast starają się być bardziej otwarci i tolerancyjni. Ale nie wiem, co mówią na ten temat statystyki… W każdym razie, Dania musi w końcu zdać sobie sprawę, że jej społeczeństwo się starzeje i że imigranci są zwyczajnie potrzebni.

      • Oczywiście, że są – jakkolwiek z uchodźcami to też nie jest tak, jak to przedstawiają media na temat Polski. Prześledziłam ostatnio statystyki ze stosownych urzędów i to nie jest tak, że Polska w ogóle nikogo nie przyjmuje. Przyjmuje. Rząd nie zgadza się tylko na naciski ze strony Niemiec, a tu nie chodzi o nic innego, jak o politykę.

        O tolerancji jako osoba należąca do kilku grup mniejszościowych (no, może poza kolorem skóry i narodowością) mogłabym pisać elaboraty – powiem tylko tyle, że nie zawsze tolerancyjni są ci, którzy za tolerancyjnych się uważają…