Ukryty Kot

Co myślę o Janteloven

27 Lis , 2017  

Kieruj się zasadami Janteloven i nie sądź, że jesteś kimś wyjątkowym. Czy to faktycznie tak działa? Skąd się właściwie wzięło?

Być może wykażę się teraz pewną dozą ignorancji, ale o całym tym Janteloven (loven – prawo, a Jante to nazwa fikcyjnego miasta) dowiedziałam się bardzo niedawno. Od koleżanki, za którą nie przepadam, i która nie omieszkała mi wytknąć, że na tym etapie edukacji powinnam mieć to prawo w czubku paznokcia małego palca. I, naturalnie, korzystać z niego. Jak w ogóle mogłam napisać choćby maila, nie znając zasad panujących w Danii?

Zgodnie udało nam się stwierdzić (jak już się, ku uciesze koleżanki, douczyłam), że te zasady są jakieś dziwne, głupie – jednym słowem, coś nie halo. Ona jednak wzruszyła ramionami i we właściwy sobie sposób (spróbuj sobie wyobrazić) stwierdziła, że nie nam to osądzać. Że teraz tutaj mieszkamy. Że musimy akceptować. Stosować. I nie wydziwiać.

Pozwolę sobie, wychodząc z zapewne mylnego założenia, że może, podobnie jak ja jeszcze do niedawna, nie wiesz, co to całe Janteloven właściwie jest, pokrótce wyjaśnić. Wspomagając się źródłami internetowymi.

Janteloven to zbiór praw, wymyślonych i spisanych przez pewnego pisarza, niejakiego Aksela Sandemose’a (Norwega duńskiego pochodzenia). Dobra, nie do końca wymyślonych, raczej opartych na pewnych (zakładam, że mrożących krew w żyłach) obserwacjach. Autor ów wymyślił małe duńskie miasteczko, nazwał je Jante, i na jego przykładzie opisał swoje wyobrażenie o typowej skandynawskiej społeczności. 11 zasad, które sporządził na potrzeby swojej historii, wyznaczało sposób w jaki mieli żyć (czy też raczej nie żyć) mieszkańcy Jante.

10 (11) zasad, które leciały tak:

  1. Nie sądź, że jesteś kimś wyjątkowym.
  2. Nie sądź, że nam dorównujesz.
  3. Nie sądź, że jesteś mądrzejszy od nas.
  4. Nie sądź, że jesteś lepszy od nas.
  5. Nie sądź, że wiesz więcej niż my.
  6. Nie sądź, że jesteś czymś więcej niż my.
  7. Nie sądź, że jesteś w czymś dobry.
  8. Nie masz prawa śmiać się z nas.
  9. Nie sądź, że komukolwiek będzie na tobie zależało.
  10. Nie sądź, że możesz nas czegoś nauczyć.

W dalszej części książki: 11. Nie sądź, że jest coś, czego o tobie nie wiemy.

źródło: Wikipedia.

Wszystko fajnie. Tyle że pojawił się pewien problem. Pisarz, jak to stanowczo zbyt często pisarzom się przytrafia, został przez niektórych kompletnie źle zrozumiany. Mianowicie część Skandynawów uznała, że te zasady są w pytę, wow, czad, nareszcie ktoś ruszył głową! Tak trzeba żyć.

Nikomu nie przyszło do głowy, że Sandemosowi nie o to chodziło. Że raczej chciał przestrzec, niż zachęcić. Że posłużył się w swojej opowieści ironią. Że, do stu piorunów, nie o to mu chodziło!

Gdy z koleżanką zapytałyśmy nauczycielkę, co nam może powiedzieć o Janteloven, potwierdziła, o zgrozo, słowa tej pierwszej. A ja siedzę i myślę, i nie rozumiem, gdzie ja żyję. Dlaczego ludzie, uważający się za takich inteligentnych, mądrych, postępowych, przytakują takim bzdurom? Żeby nie było, rzuciłam też okiem na internety. W internetach również roi się od ludzi, którzy Janteloven traktują niemal jak dekalog.

Gdyby tak jeszcze powiedzieć: no tak ogólnie, to te zasady mniej więcej oddają sposób, w jaki się funkcjonuje w społeczeństwie skandynawskim. Że w dobrym tonie jest być grzecznym i skromnym. Że tak trochę nieładnie się narzucać, wywyższać i wymądrzać. Że ważne są skromność i pokora, i że wszyscy jesteśmy równi.

Wtedy bym chętnie klasnęła i wykrzyknęła: brawo! Macie rozum.

Bo też z takimi przykładami stosowania Janteloven się spotkałam: żeby na przykład pamiętać o długich formułkach grzecznościowych, pisząc maila. Czy inaczej robi się w polskim czy angielskim? Żaden ze mnie specjalista, ale wydaje mi się, że w kulturze europejskiej model osoby skromnej, dobrze wychowanej, kulturalnej, nie wywyższającej się ponad innych jest modelem pozytywnym. No tak czy nie?

Ale jak się spojrzy na Janteloven dosłownie, jak się uprze nie zrozumieć Sandemosa, to wychodzi coś zupełnie innego. Skoro ja jestem głupsza, mniej warta od innych, nie wolno mi wychodzić przed szereg, ani mieć rację, to znaczy że inni się lepsi, ważniejsi, mądrzejsi. A to prosta droga do rozpoczęcia masowej produkcji jednostek niedowartościowanych, przepełnionych kompleksami i zbyt przestraszonych, żeby próbować coś osiągnąć. Ja to bym się chyba nawet za bardzo bała poprosić o siatkę w sklepie.

I tak o to, drogi czytelniku, droga czytelniczko, pisarz, który chciał dobrze, namieszał niemożebnie. Dzięki niemu ludzie myślą, że w Szwecji, Danii i Norwegii mieszkają same zadufane dupki, a sami zainteresowani uważają, że taki model relacji międzyludzkiej jest do szpiku kości skandynawski, a więc najichniejszy. Czyli dobry.

A ja naprawdę nie mogę zrozumieć, jak do tego doszło.


  • Ja bym powiedziała, że teraz wszyscy chcą się wyróżniać, tylko nie wszyscy wiedzą jak. 😉 Kultura europejska polegająca na skromności to była chyba w czasach mojej prababci. Teraz każdy musi być „fajny”, każdy musi „coś w życiu osiągnąć” (nieważne, że dom i samochód są na kredyt, który trzeba potem spłacać),każdy musi się „lansować”. Nawet jak w tej piosence: „Ktoś przed kamerą spodnie zdjął…”.

    • A to już przeginanie w drugą stronę. Dobrze by było, żebyśmy chociaż próbowali zachowywać umiar 🙂 I nie ciągnąć ani w stronę skrajnej skromności, ani buty.