Ukryty Kot

Historia duńskiego nieróbstwa

22 Sty , 2018  

Duńczycy nie lubią pracować zbyt dużo – tydzień pracy oznacza raptem 37 godzin, przysługuje im miesiąc wakacji w ciągu roku, oprócz tego mamy różne drobne święta, no i strach, przed śmiertelną chorobą, zwaną stresem.

Nie zawsze tak było. Dania jeszcze kilkaset lat temu nie różniła się za bardzo od innych krajów europejskich – obecne w niej były wyraźne podziały klasowe, oddzielające grubą linią właścicieli (czy ziemskich, czy przedsiębiorców) od pracowników. Czy nawet niewolników.

Wszystko drastycznie zmieniło się dopiero w 1899, kiedy to, na skutek uporczywych strajków niezadowolonej, głodnej klasy robotniczej, zalegalizowano związki pracownicze i pozwolono im na negocjację warunków zatrudnienia. Model wówczas wprowadzony funkcjonuje do dziś, ale o tym innym razem.

Dzisiaj bardziej o tym, jak to pomiędzy 1850 a 1914 (czyli do I wojny światowej) bardzo dużo ludzi z dotkniętej biedą Skandynawii decydowało się opuszczać kraj w pogoni za pieniędzmi (albo przynajmniej bardziej godziwymi warunkami). Naturalnie, największym marzeniem była Ameryka, ląd dostatku i spełnianych obietnic, jednak podróż na odległy kontynent wiązała się z niemałym kosztem. Niektórzy sprzedawali wszystko co mieli, po to by zapłacić za bilet i wsiąść na statek, za jedyny dobytek mając tylko ubrania na grzbiecie. Ale niektórym nawet po sprzedaży domu i wszelkich przedmiotów wartościowych wciąż brakowało na przepustkę do lepszego świata.

Na przykład Szwedom. Podczas gdy wielu Duńczyków opuściło dom i rozpoczęło nowe życie za oceanem, ich sąsiedzi borykali się z większą nędzą i nie wszyscy mogli sobie na to pozwolić. Bardzo wielu Szwedom starczyło za to na bilet do Danii, która po fali emigracji desperacko potrzebowała rąk do pracy. Mało tego! Bardzo prędko okazało się, że to, co Duńczykowi zajmowało cały dzień, Szwed robił w kilka godzin. Pracodawcy byli zachwyceni – tania, wydajna siła robocza, która mało jadła, mało się skarżyła i była gotowa harować dzień w dzień, sama wpadała im w ręce.

Liczby mówią, że w 1870 roku mieszkało w Danii 15 400 Szwedów, a w 30 lat później – już 36 000. Ten znaczący wzrost jednych cieszył, bo praca szła szybko, sprawnie i tanio, innych martwił. Chociaż od imigrantów i tak wymagało się wyrobienia książki pobytu, w której notowano aktualne miejsce zamieszkania. W 1891 zdecydowano, że prawo do zasiłku i emerytury mają tylko ci imigranci, którzy otrzymali duńskie obywatelstwo. I zaczęło się robić coraz bardziej przykro, bo braki w dokumentacji, zbyt zaawansowany wiek w momencie przyjazdu do kraju, zbyt częste korzystanie ze służby zdrowotnej – wszystko to, i wiele innych, mogło spowodować, że nawet po 40 latach pracy w Danii imigrantom nie przysługiwało… właściwie nic.

Co wynika z tej całej opowieści? Głównie to, że Duńczycy zawdzięczają wiele popularnych nazwisk, jak Andersson, Johansson czy Svensson Szwedom, który przyjechali do Danii w tamtym okresie.

Ale także to, że w nastawieniu Duńczyków od ponad stu lat nic się nie zmieniło. Że tak wtedy, jak i teraz nie potrafią traktować imigranta z szacunkiem. Że tak wtedy, jak i teraz uważają, że jego praca jest mniej warta. Że tak wtedy, jak i teraz, najbardziej wymagająca fizyczna praca to sektor, który zapełniają obcokrajowcy.

Wydaje mi się, że przede wszystkim to Dania właśnie powinna pamiętać historię Szwedów, a także Polaków (o której pisałam tutaj) i innych narodów, które od ponad wieku przyjeżdżają i robią to, czego Duńczykom nie chce się robić. Powinna o tym pamiętać przede wszystkim teraz, gdy chce zamykać granice, pozbywać się imigrantów, utrudniać przyjazd tutaj coraz bardziej i bardziej. Żeby nie musiała się zdziwić, jak zabraknie rąk do pracy i pieniędzy na emerytury.

Już teraz problemem jest rosnąca liczba imigrantów zatrudnianych nielegalnie. I nie dzieje się tak tylko dlatego, że pracodawcę kosztują mniej, ale również z potrzeby rynku. Są potrzebni, przede wszystkim we wszystkich tych miejscach, które nie wymagają specjalistycznego wykształcenia – restauracjach, hotelach, firmach sprzątających czy gospodarstwach. Ktoś przecież musi to robić.

Poprzedni

"Dziewczyna bez skóry" i charakteru

Umiesz sobie wyobrazić lepszą scenerię dla mrożącego krew w żyłach ... Czytaj dalej

Następny

Ćwicz mięśnie twarzy z językiem duńskim

Język duński nie jest ładny. Ani to nie brzmi, ani ... Czytaj dalej