Ukryty Kot

Być szczęśliwym jak Duńczyk

28 Lut , 2018  

Może być tak, że Dania kojarzy ci się tylko z wikingami i szczęściem. Nie byłoby w tym nic dziwnego – w końcu przez wiele lat okupowała zaszczytne 1. miejsce w światowych rankingach szczęśliwości.

Należy dla porządku dodać, że zmieniło się to w 2017 roku, kiedy to została wyprzedzona przez Norwegię. Prawdopodobnie przez nas, bo przyjechaliśmy, zaczęliśmy narzekać, krzywić się i od razu średnia szczęścia na osobę dramatycznie spadła.

Żarty na bok, bo to temat jednak poważny. Głównie dlatego, że z jakiegoś powodu ten rankingowy sukces doprowadził do wykreowania obrazu Duńczyka uśmiechniętego, radosnego, tryskającego optymizmem i energią na kilometry od siebie, poruszającego się tylko przy jednoczesnym machaniu rękoma i w podskokach przemierzającego ulice w kolorach tęczy.

I przyjeżdża taka ofiara rankingowej propagandy, a jej wyobrażenia sypią się niczym tynk ze ścian większości okolicznych budynków. Na darmo szuka tych roześmianych twarzy, bezskutecznie rozgląda się za promieniującymi słońcem ludźmi, próżno łudzi się, że zaczerpnie trochę tego legendarnego duńskiego szczęścia.

Nic takiego nie znajduje.

Być może dostanę zaraz w twarz swoim własnym tekstem, w którym twierdziłam, że Duńczycy są tacy mili i pomocni. Że się uśmiechają na ulicy i w ogóle tak przyjemnie się tu z nimi współżyje. Co innego jednak dobre wychowanie (z którym też u nich różnie bywa – im dłużej tu mieszkam, tym wyraźniej to widzę), a co innego odczuwanie szczęścia. Bo może w Polsce to jest tak, że jak ludzie są nieszczęśliwi, rząd psuje, sąsiad denerwuje, a kasy do dziesiątego wciąż nie tyle, ile powinno, to z tej okazji będziemy się wyżywać na wszystkich dookoła, ale – eureka! – nie wszyscy podążają takim samym tokiem rozumowania.

Wracając do duńskiego szczęścia – jestem zdania, że wyżej wspomniane rankingi zamiast szczęścia powinny mierzyć zadowolenie. Bo o ile nie mogę się zgodzić, że Duńczycy są tacy obrzydliwie szczęśliwi, to że zadowoleni – już tak.

Skąd to się bierze? Sprawa jest bardzo prosta. Wyobraź sobie, że nie musisz się martwić o emeryturę. Już trochę lepiej, nie? To pomyśl jeszcze, że jeśli stracisz pracę, to państwo ci pomoże, nie będziesz głodować i będziesz mieć aż nadto czasu, żeby znaleźć coś, w czym będziesz się spełniać. Całkiem nieźle, prawda? A teraz dodaj do tego świadomość, że nawet jeśli nie skończysz prestiżowych studiów i będziesz wykonywać jakiś zupełnie przyziemny zawód, powiedzmy, zostaniesz fryzjerką, to i tak będzie cię stać na wakacje dwa razy do roku w ciepłych krajach.

Brzmi trochę jak raj, jak kraina pozbawiona zmartwień, i dla nas, którzy od dziecka uczymy się o tym, że na emeryturze żyjesz z tego, co odłożysz, że jak stracisz pracę, to kaplica, a nawet nie, czekaj, bo za co wykupisz miejsce na cmentarzu, a jak nie zostaniesz adwokatem albo lekarzem, to będziesz jeść robaki. Gdybyśmy my mieli tak dobrze, jak Duńczycy, to bylibyśmy w siódmym niebie, niewdzięczne pędraki.

Ale przecież człowiek zawsze znajdzie powód do narzekania, a nawet jeśli nie do narzekania, to do umniejszania swoich sukcesów i dobrych rzeczy, które go spotykają. Z Duńczykami nie jest tak zupełnie inaczej. Owszem, doceniają to, że urodzili się akurat w Danii i wiele problemów wielkiego zewnętrznego świata ich nie dotyczy, ale nie popadają z tego powodu w ekstazę. Jest ok.

Innym powodem, dla którego są bardziej zadowoleni z życia niż większość innych ludzi, jest równość pomiędzy nimi. Wiąże się to z nieszczęsnym Janteloven, o którym pisałam jako krytyce duńskiego modelu społeczeństwa, a które jednak nie wzięło się znikąd. I nawet pomimo tego, że w rzeczywistości Dania nie jest wolna od podziałów, a płace nie są tak równe, jak lubią się chwalić, to zdaje się, że nikt tego nie dostrzega. Albo przynajmniej nie przyjmuje do wiadomości. A uwolnienie od potrzeby zazdroszczenia innym – jakaż byłaby to ulga dla przeciętnego Janusza!

Pozostaje również kwestia darmowego szkolnictwa – konceptu, który nie jest nam obcy, ale który u nas doprowadził do deprecjonowania wszystkich tych, którzy nie są przynajmniej magistrami z filozofii, bo co jak co, ale to już każdy może przecież ogarnąć. W Polsce czujemy dużą presję, że trzeba skończyć jakiekolwiek studia, trzeba pracować w jakieś dużej firmie, bo inaczej będziemy nikim. A jeśli już fryzjerka i kosmetyczka, to niech chociaż ma własny salon, to wtedy ok, będzie coś warta. W Danii kompletnie tak nie jest. Każdy zawód jest ważny, a każdy młody człowiek ma zupełną swobodę w wyborze, kim chce być. Co prawda obserwuje się obecnie spadek zainteresowania szkołami zawodowymi, ale umówmy się – do problemu Polski jeszcze daleko. Tak czy inaczej, presja jest znacznie mniejsza, a możliwość wybrania zawodu, w którym będzie można osiągnąć satysfakcję powoduje, że Duńczycy rzadziej niż inni kończą jako pracownicy-cierpiętnicy.

Warto jednak zwrócić uwagę, że Duńczycy przodują również wśród narodów pochłaniających największe ilości antydepresantów. I dziwi to trochę, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że nie jest tu tak zimno i ciemno, jak w miejscach położonych dalej na północ. Być może wynika to ze wszystkich lęków i obaw, których nie wypuszczają na światło dzienne, przykrywając je maską z uśmiechów i grzecznych kiwnięć głową.

Może bycie takim samym jak wszyscy inni nie jest jednak uniwersalnym przepisem na szczęście. Może bezpieczeństwo okupione zwyczajnością i monotonią to za mało, żeby wypełnić nim życie. Może wolność prowadzi do zagubienia, zagubienie do niepokoju, a niepokój do wizyt u lekarza psychiatry.

Mam więc taką propozycję. Nie starajmy się być szczęśliwi jak Duńczycy. Bądźmy szczęśliwi jak ludzie, którzy są zdrowi, mają tyle, ile potrzebują, a może nawet trochę więcej, a swojego szczęścia nie opierajmy na czynnikach zewnętrznych, na które nie mamy właściwie większego wpływu. Budujmy szczęście z tego, co jest pod ręką, pamiętając, że nawet w tym najszczęśliwszym kraju na świecie ludzie cierpią na depresję.

Poprzedni

Nasze dobro narodowe w duńskim kinie

Czasem tak bywa, że ma się tego jednego ukochanego aktora, ... Czytaj dalej

Następny

Podsumowanie #luty

W tym roku luty przyniósł Danii śmierć w rodzinie królewskiej, ... Czytaj dalej